Górnik wrócił na ligowe podium po 32 latach
Od tygodnia pewny mistrzostwa Polski, 10. w historii klubu, był Lech Poznań, a wiadomo było także, że z krajową elitą pożegnają się Bruk-Bet Termalica Nieciecza oraz Arka Gdynia.
W sobotę okazało się, że Górnik - dzięki wygranej z Radomiakiem Radom 6:2 - zajmie drugie miejsce w ligowej tabeli i - choć wcześniej zdobył Puchar Polski - wystąpi jako druga polska drużyna w eliminacjach Ligi Mistrzów.
Gospodarze, m.in. dzięki Ukraińcowi Maksymowi Chłaniowi i Czechowi Lukasowi Sadilkowi, którzy strzelili po dwa gole, już do przerwy prowadzili 5:0 i emocje w walce o wicemistrzostwo kraju się skończyły.
Innym ważnym wydarzeniem spotkania w Zabrzu było pożegnanie z boiskiem Lukasa Podolskiego. Urodzony w Gliwicach mistrz świata z 2014 roku w barwach Niemiec kończy karierę i skupi się na zarządzaniu Górnikiem, którego w tym tygodniu już oficjalnie został większościowym właścicielem.
Owacyjnie witany przez kibiców wszedł do gry na ostatnie 20 minut i w wieku 40 lat 353 dni został najstarszym zawodnikiem, jaki wystąpił w ekstraklasie. Był to jego 135. mecz w zabrzańskiej drużynie, do której dołączył w 2021 roku, gdyż kiedyś to… obiecał babci. 125 razy zagrał w ekstraklasie, 10 spotkań zaliczył w Pucharze Polski; łącznie zdobył 25 bramek. Górnik wraca na ligowe podium po 32 latach, a wicemistrzem kraju był poprzednio w 1991 roku.
GKS rzutem na taśmę pozbawił Legię gry w pucharach
Trzecie miejsce w zakończonym w sobotę sezonie zajęła Jagiellonia, która wystąpi w eliminacjach Ligi Europy. Białostoczanie na pożegnanie z zespołem Afimico Pululu po jego golu z rzutu karnego wygrali z Zagłębiem Lubin 1:0. „Jaga” trzeci z rzędu sezon kończy w czołowej trójce.
Tuż za podium uplasował się Raków Częstochowa, który powalczy o Ligę Konferencji. Podobnie jak piąty w tabeli GKS Katowice, który w ostatniej chwili uratował remis w meczu z Pogonią (1:1) i wróci do europejskich pucharów po 23 latach.
Pojedynek w Szczecinie miał najbardziej dramatyczny przebieg. Piłkarzom trenera Rafała Góraka do realizacji celu wystarczył remis, ale długo przegrywali po trafieniu skutecznego pod koniec rozgrywek Filipa Ciuicia. Później jeszcze podwyższył na 2:0 Kamil Grosicki, ale gol nie został uznany z powodu spalonego.
Do zwrotu akcji doszło w doliczonym przez sędziego czasie drugiej połowy. Za zagranie ręką poza polem karnym czerwoną kartką został ukarany bramkarz „Portowców” Krzysztof Kamiński, a ponieważ trener Thomas Thomasberg wykorzystał wszystkie pięć zmian, między słupkami musiał stanąć zawodnika z pola. Wybór padł na Ciuicia, którego płaskim strzałem po dwóch minutach pokonał urodzony w Szczecinie Marcel Wędrychowski, wychowanek Pogoni, który jeszcze w poprzednim sezonie występował w tym klubie.
Remis w Szczecinie zmartwił sympatyków Legii Warszawa, która wygrała 4:0 z Motorem Lublin i tak długo, jak przegrywały zespoły z Lubina oraz Katowic mogli liczyć, że ich ulubieńcy pod wodzą trenera Marka Papszuna dokonają wielkiego skoku w tabeli i choć zimę spędzili w strefie spadkowej, to zakwalifikują się do europejskich pucharów.
Bobcek królem strzelców
Trzecim spadkowiczem została w sobotę Lechia, która była w najgorszej sytuacji przed ostatnią kolejką. Przede wszystkim musiała wygrać w Niecieczy, ale doznała porażki 2:3. Na osłodę pozostał Gdańszczanom tytuł króla strzelców dla Tomasa Bobcka. Słowak w sobotę uzyskał 19. i 20. bramkę w rozgrywkach (mógł mieć 21, ale zmarnował rzut karny) i wyprzedził Karola Czubaka z Motoru Lublin - 18.
Drużyna z Małopolski, która jako pierwsza pożegnała się z ekstraklasą, wygrywając w poniedziałek w Gdyni z Arką i w sobotę z Lechią pociągnęła za sobą obie ekipy z Trójmiasta do 1. ligi.
Wiadomo już, że ich miejsca w krajowej elicie zajmą Wisła Kraków i Śląsk Wrocław, a trzecią drużyną, która awansuje, wyłonią dwustopniowe baraże. Ostatnia kolejka 1. ligi - w niedzielę.
Porażka Lechii sprawiła, że bez znaczenia dla rozstrzygnięć w dole tabeli były spotkania Widzewa Łódź z Piastem Gliwice (2:1) i Cracovii z Koroną Kielce (1:1). Wszystkie te zespoły przedłużyły ligowy byt z co najmniej trzypunktową przewagą nad strefą spadkową.
Ishak na trybunach pił szampana z kibicami
Nieco w cieniu walki o wicemistrzostwo Polski, puchary i uniknięcie spadku tytuł na własnym stadionie fetowali piłkarze i kibice Lecha. Poznaniacy na pożegnanie zremisowali z Wisłą Płock 2:2. Punkt beniaminkowi uratował w piątej minucie doliczonego czasu drugiej połowy były obrońca „Kolejorza” Marcin Kamiński. Wcześniej goście zmarnowali rzut karny; obronił Bartosz Mrozek.
41 529 fanów Lecha nie miało im za złe brak zwycięstwa w ostatnim występie, a o atmosferze meczu najlepiej świadczy fakt, że kapitan Mikael Ishak ostatnie minuty spędził z szampanem na trybunie wśród najbardziej zagorzałych kibiców.
Po końcowym gwizdku odbyła się ceremonia wręczenia głównego trofeum i dekoracji mistrzów, której dokonali minister sportu i turystyki Jakub Rutnicki oraz szef prowadzącej rozgrywki spółki Ekstraklasa Marcin Animucki..