"Jak mogłeś zabić rywalizację na boisku w ten sposób" - tak według angielskiego dziennika "The Sun" Wenger miał naskoczyć na szwajcarskiego sędziego w budynku klubowym Barcelony godzinę po meczu. Chodziło mu o pokazanie drugiej żółtej i w konsekwencji czerwonej kartki van Persiemu. Powodem miało być oddanie strzału przez Holendra po gwizdku sędziego. Stało się to na początku drugiej połowy.

Reklama

"Rozmawiałem z ludźmi z UEFA i byli zszokowani tą decyzją. To zabiło obiecujący mecz, ale nie wiem dlaczego. Nie potrafię tego zrozumieć. Nawet jeśli Robin słyszał gwizdek, to czy kiedykolwiek widzieliście, aby piłkarz za takie coś wyleciał z boiska" - pytał retorycznie trener Kanonierów.

Grająca w przewadze Barcelona ostatecznie wygrała 3:1 (w pierwszym meczu w Londynie przegrała 1:2) i awansowała do ćwierćfinału. Podobnie jak rok temu, kiedy awans do półfinału zapewnił Katalończykom Lionel Messi, również we wtorek to Argentyńczyk w dużej mierze przyczynił się do sukcesu, zdobywając dwie bramki. Oprócz niego do siatki trafił Xavi i Sergio Busquets, który skierował piłkę do własnej bramki.

"Z takiego obrotu spraw mogą być niezadowoleni nie tylko kibice Arsenalu, ale wszyscy fani piłki nożnej. Na pewnym poziomie rozgrywek takie rzeczy nie powinny się zdarzać" - grzmiał Wenger.

Van Persie zaraz po ukaraniu czerwoną kartką tłumaczył, że nie słyszał gwizdka sędziego. Po meczu decyzję arbitra nazwał żartem. "On przez cały wieczór gwizdał przeciwko nam, a wyrzucenie mnie z boiska to po prostu żart" - skomentował Holender, którego występ we wtorkowym meczu niemal do ostatniej chwili stał pod znakiem zapytania.

Tym samym Barcelona po raz drugi z rzędu wyeliminowała Arsenal z Ligi Mistrzów. Dodatkowym zmartwieniem Wengera jest kontuzja palca, jakiej w tym spotkaniu doznał Wojciech Szczęsny. Wcześniej urazu nabawił się inny polski bramkarz Kanonierów - Łukasz Fabiański.