Przewaga Norwega nad Małyszem topnieje w oczach. Jeszcze tydzień temu wynosiła 234 punkty, teraz jest to zaledwie 60 punktów. "Liczyliśmy po cichu, że Adam da radę odrobić w trzech konkursach 100 punktów. Już po dwóch zmniejszył straty o 174. Jest dobrze, ale nie lekceważymy Jacobsena. Przecież następne konkursy odbędą się w Norwegii, na jego terenie" - mówi jeden z trenerów naszej kadry Łukasz Kruczek.
A załamany sukcesami naszego faworyta Jacobsen szykuje formę i zbiera siły na jutrzejsze zawody. Stawia wszystko na jedną kartę. Przerwał treningi, tłumacząc się bólem nadwyrężonego kolana. Jeśli na najlepiej znanej sobie skoczni nie uda mu się nawiązać rywalizacji z Małyszem, będzie bez szans w kolejnych konkursach.
Oslo, choć jest stolicą Norwegii, to królestwo polskiego skoczka. Wygrał tu już 4 razy, a miejscowi nazywają go królem Holmenkollen i rozważają upamiętnienie jego wyczynów pomnikiem. Ale i bez tego Małysz jest królem zimy. Wygrał do tej pory 5 konkursów. Jest niepokonany w trzech kolejnych zawodach. Był najlepszy w Sapporo oraz w Lahti i Kuopio. W zbliżającym się ku końcowi sezonie nikt nie miał takiej serii - donosi "Fakt".
Dwa konkursy z rzędu wygrał w grudniu tylko nastolatek z Austrii, Gregor Schlierenzauer. Obecnie nie widać nikogo, kto mógłby pokonać naszego mistrza choć w jednych zawodach.