Dziennik Gazeta Prawana logo

Marco Trungelliti w 10 godzin przejechał autem 1000 km, by zagrać w 1. rundzie French Open

28 maja 2018, 21:50
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Roland Garros
Roland Garros/Shutterstock
Argentyński tenisista Marco Trungelliti na długo zapamięta 10-godzinną podróż samochodem na 1. rundę wielkoszlemowego French Open. Do głównej drabinki dostał się w ostatniej chwili jako "lucky loser" i po pokonaniu 1000 km dotarł na mecz, który wygrał. Ta historia nadaje się na scenariusz filmu

Trungelliti w ostatniej rundzie eliminacji paryskiej imprezy na kortach im. Rolanda Garrosa przegrał w czwartek z Hubertem Hurkaczem. Ponieważ 190. w rankingu ATP tenisista z Ameryki Południowej zajmował odległe miejsce na liście rezerwowych, pojechał do Barcelony, gdzie miał spędzić czas z rodziną, która go odwiedziła. Jego nazwisko było jednak coraz wyżej w tym zestawieniu, po tym jak siedmiu zawodników wycofało się jeszcze przed rozpoczęciem rywalizacji.

W niedzielne popołudnie okazało się, że Nick Kyrgios rezygnuje ze startu z powodu kontuzji łokcia. W pojedynku z innym Australijczykiem Bernardem Tomicem miał go zastąpić Prajnesh Gunneswaran z Indii. Ten jednak rozpoczął już udział w turnieju niższej rangi we Włoszech i to stworzyło szansę Trungellitiemu. Miejsce w głównej drabince French Open mogło być więc jego, o ile dotrze na czas, tj. w poniedziałek rano, by podpisać się osobiście na liście.

Niespełna dobę przed planowanym rozpoczęciem meczu z Tomicem 28-letni Argentyńczyk był jednak jeszcze w Barcelonie. W pół godziny do samochodu wynajętego na objazdową wycieczkę po Hiszpanii spakował sprzęt, bagaże oraz najbliższych - żonę, brata, matkę i babcię. W 10 godzin pokonali 1000 km, a niezwykłą podróż udokumentowali jego żona i brat, zamieszczając zdjęcia i filmy w mediach społecznościowych. Dotarli do Paryża około północy, a Trungelliti rano podpisał się na liście. Kilka godzin później zaś pokonał kwalifikanta Tomica 6:4, 5:7, 6:4, 6:4. Tym samym po raz trzeci z rzędu awansował do drugiej rundy w tym turnieju.

Za występ w pierwszej rundzie French Open tenisiści otrzymują 40 tys. euro, a awans do drugiej oznacza powiększenie tej kwoty o 39 tys.

Największą gwiazdą wspomnianej relacji z podróży stała się babcia zawodnika, która w czerwcu skończy 89 lat.

"Ona nie ma pojęcia, na czym polega tenis, naprawdę. Nie wie, jak liczyć punkty. Powiedziała mi też, że nie wiedziała, iż mecz się skończył, dopóki wszyscy nie zaczęli bić brawo" - relacjonował potem szczęśliwy Argentyńczyk, który po raz czwarty w karierze znalazł się w głównej drabince w Wielkim Szlemie.

O pierwszy w karierze awans do trzeciej fazy zmagań w turnieju tej rangi zagra z Włochem Marco Cecchinato.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj