Abduraimowa na liście WTA zajmuje dopiero 181. miejsce, ale początkowo dotrzymywała kroku Świątek. 29-latka z Taszkentu przede wszystkim solidnie serwowała, a nawet gdy została przełamana w piątym gemie, to potrafiła odrobić stratę i doprowadzić do remisu 4:4.
Doskonale wykorzystała moment lekkiego kryzysu Polki, gdy ta w ósmym gemie prowadziła już 40:0, ale ostatecznie dała się przełamać.
Podopieczna trenera Tomasza Wiktorowskiego jednak otrząsnęła się i od tego momentu zaczęła się uwidaczniać jej przewaga. Świątek chwilę później zanotowała kolejne przełamanie, a następnie zamknęła partię.
W drugim secie emocji było mniej. Abduraimowa co prawda wygrała pierwszego gema, ale pięć kolejnych padło łupem Polki.
Rywalka mimo niekorzystnego wyniku nie poddawała się. W siódmym gemie przy swoim serwisie przegrywała 0:40, jednak obroniła trzy piłki meczowe i odrobinę zmniejszyła stratę.
Uskrzydlona Abduraimowa poszła za ciosem i następnie odrobiła jedno przełamanie. Na więcej 22-letnia tenisistka z Raszyna jej nie pozwoliła. Kilka minut później awans Świątek do drugiej rundy stał się faktem.
Mimo porażki Abduraimowa opuszczała kort uśmiechnięta, przy aplauzie publiczności.
To był pierwszy mecz Świątek od ćwierćfinałowej porażki w Wimbledonie dwa tygodnie temu. Jej następną rywalką będzie Amerykanka Claire Liu albo Chinka Yue Yuan.
Świątek jest jedyną Polką, która w Warszawie przebrnęła pierwszą rundę. Wcześniej odpadły Maja Chwalińska i Weronika Ewald. Na żywo liderkę rankingu podziwiało ponad cztery tysiące widzów. Trybuny wypełnione były niemal do ostatniego miejsca.
Druga z rzędu edycja zawodów WTA w Warszawie rozgrywana jest na kortach twardych Legia Tenis&Golf przy ul. Myśliwieckiej 4A. Z zagranicznych tenisistek największe wrażenie robi udział finalistki ostatniego French Open Karoliny Muchovej (18. WTA). Rozstawiona z "dwójką" Czeszka wygrała z Białorusinką Aliaksandrą Sasnowicz 3:6, 7:6 (7-0), 6:3.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.