"Rakiety" po raz trzeci z rzędu odpadły w pierwszej rundzie fazy play-off, a taki obrót sprawy nie spodobał się prezesowi.

Przed zwolnieniem Gundy'ego władze z Houston zaproponowały mu przedłużenie współpracy, ale na innym stanowisku. Szkoleniowiec na pewno nie pełniłby wtedy funkcji pierwszego trenera zespołu. Generalny menedżer klubu Daryl Morey nie chciał dokładnie określić, na jakich zasadach miałaby polegać jego praca w Rockets.

Trener jest zawiedziony. "To były moje najlepsze lata spędzone w NBA. Uwielbiałem moich koszykarzy i pracę z nimi na treningach. Dobrze się rozumieliśmy" - powiedział Van Gundy, który nie spodziewał się, że straci posadę tak szybko. "Jestem rozczarowany tą decyzją. Szkoda tylko, że nie wszyscy w klubie byli fair i mówili o tym, iż nie podjąłem decyzji. Zawsze podkreślałem, że chcę pracować w tym klubie" - powiedział tuż po otrzymaniu "wyroku".

Zaraz po utracie pracy Van Gundy zaczął rozglądać się za nową posadą. Od razu stał się najbardziej rozchwytywanym trenerem na rynku. 47-letni szkoleniowiec spotkał się z legendą NBA, a zarazem prezesem klubu Indiana Pacers - Larrym Birdem. "Zjedliśmy razem wieczorną kolację i omawialiśmy warunki ewentualnej współpracy ekipą z Indiany" - powiedział.

W ciągu czterech lat spędzonych w Teksasie Van Gundy wygrał z Rockets 182 spotkania, a przegrał 146. A w całej karierze w NBA osiągnął bilans 430-318.

Do zespołu z Houston trafił prosto z telewizji. W sezonie 2003/2004 rozstał się z drużyną New York Knicks... żeby zaistnieć przed kamerami. Został komentatorem meczów NBA, a teraz dorabia sobie jako analityk stacji ABC.