Dziennik Gazeta Prawana logo

"Chcecie wygrać? Całujcie mnie w czoło"

20 lipca 2009, 19:55
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
"Humor się psuł, zwłaszcza kiedy Australia i Szwecja uciekały, ale wierzyłem, że końcówka będzie nasza. Pomógł nam deszcz. Po deszczu lepiej się jedzie po wewnętrznej, a my mieliśmy cztery pierwsze pola na sześć startów" - mówi DZIENNIKOWI o zwycięstwie w Drużynowym Pucharze Świata trener żużlowej reprezentacji Polski Marek Cieślak.

A gdzie tam! Od razu po zawodach pojechałem do domu. Tym bardziej że moja szkocka terierka Landryna wygrała w niedzielę wystawę, zdobyła tytuł czempiona.

Humor się psuł, zwłaszcza w momentach, kiedy Australia i Szwecja uciekały, ale wierzyłem, że końcówka będzie nasza. Pomógł nam deszcz. Po deszczu lepiej się jedzie po wewnętrznej. Mieliśmy cztery pierwsze pola na sześć startów. Czwarte pole w ogóle potem nie jechało. Zresztą ja się w ogóle nie załamuję. Podchodzę do wszystkiego z optymizmem.

Mieliśmy pięć punktów straty. Zostało już niewiele biegów do końca. W takich chwilach każdy doświadczony zawodnik wie, że musi dać z siebie wszystko. Pokazywałem im, jak jadą nasi rywale, że mają gorszy tor. Najpierw trzy punkty przywiózł Krzysiek Kasprzak, potem jeden Adrian Miedziński. Później jechaliśmy już taktycznie.

W 22. biegu Krzysiek miał przepuścić Jasona Crumpa, żebyśmy mogli skorzystać z dżokera. Potem niestety Jarek Hampel się trochę zagapił, dał się minąć Lindbaeckowi i przywiózł tylko cztery punkty. A tak to już po tym 23. biegu mielibyśmy w zasadzie dwa punkty przewagi. Szybko odrobiliśmy stratę. W ostatnim biegu Tomek pożyczył motocykl od Krzyśka i zdobyliśmy mistrzostwo. W sporcie jest tak, że jakaś mała rzecz potrafi zaważyć na tym, że z pesymizmu przechodzi się w optymizm. I wtedy wszyscy są na fali, dostają skrzydeł. A jak nie idzie, to jest ciężko. Ta długa przerwa dała nam czas na ochłonięcie.

Najlepszy w naszej drużynie był Jarek Hampel. Jechał najlepiej i przywiózł najwięcej punktów. Jemu najbardziej zawdzięczamy to, że zdobyliśmy tytuł.

Po zakończeniu zawodów Tomek był w euforii. Byliśmy na trzecim miejscu, a w ciągu kwadransa staliśmy się mistrzami świata. Każdemu z nas się w głowie zakręciło. Ja się bardzo cieszę, że on tak mówi, ale to wszystko prawdą nie jest. Bo ja nie jestem taki ideał. W takich chwilach się mówi same dobrze rzeczy.

A jak! Tylko że przedtem całowali mnie przed zawodami. To taki piłkarski zwyczaj – jak Francuzi chcieli wygrać mundial, to całowali bramkarza w czoło. Dlatego powiedziałem im: „Chcecie wygrać, to macie całować mnie w czoło, i koniec” (śmiech).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj