Dziennik Gazeta Prawana logo

Adamek wybił Gołocie boks z głowy

25 października 2009, 19:11
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Stało się to co musiało się stać. Andrzej Gołota miał być schodkiem w karierze Tomasza Adamka i „Góral” bezceremonialnie po tym schodku przeszedł. W sobotę pokonał Gołotę przez techniczny nokaut w piątej rundzie i zdobył pas mistrza interkontynentalnego IBF w wadze ciężkiej.

Niesamowicie szybki Adamek pokazał Gołocie,że powinien boks nie jest już dla niego. W piłce nożnej nazwano by to meczem do jednej bramki. Adamek rzucił się na Gołotę od samego początku. Bombardował go seriami ciosów, a następnie znikał, gdy rywal próbował odpowiedzieć. Zdeprymowany Gołota próbował nadrabiać miną, prowokować. Zapomniał jednak, że nie jest już tym samym bokserem co w walkach z Riddickiem Bowem czy Coreyem Sandersem. I szybko za to zapłacił. Jeszcze w pierwszym starciu kolos po raz kolejny opuścił gardę i zaraz potem padł na deski, trafiony silnym prawym.

Gołota pozbierał się z maty, ale był bezradny. Próbował zahaczyć Adamka potężnym uderzeniem, ale przeważnie jego pięści przecinały powietrze. Nie zadał ani jednego naprawdę silnego ciosu. Zupełnie nie potrafił wykorzystać swojej przewagi fizycznej i prawie 20 kilogramów różnicy wagi.

A „Góral” cały czas punktował. Gdy czuł, że trafił, wykazywał prawdziwy instynkt killera. Udowodnił, że nie kłamał, gdy mówił że jest gotowy na wojnę. Zresztą Gołota też był na nią gotów, nie poddawał się. Kilka razy przetrwał potworne bombardowanie, ale w piątej rundzie nie dał rady. Przyjął dwa czyste ciosy na głowę i padł po raz drugi. Znów jednak wstał. Przed walką były obawy, że będąc w kryzysowej sytuacji może zrobić coś nieobliczalnego, tak jak robił to wielokrotnie w swojej karierze. Tym razem jednak Andrew walczył fair. Odbiło natomiast jednemu z kibiców, który rzucił na ring butelką z piwem. Trafił w kamerę, szkło rozsypało się po ringu. Ludzie będący w pobliżu zaczęli krzyczeć do sędziego, żeby przerwał walkę i po chwili arbiter to właśnie zrobił. Nie po to jednak, aby uprzątnięto ring, ale aby uniknąć ciężkiego nokautu. Gołota znów dostał silny cios na głowę, po którym zatoczył się na liny. Sędzia uznał, że już ma dosyć.

– Mam duży respekt dla Andrzeja, że podjął to wyzwanie – powiedział Andrzej Gmitruk, trener Adamka. – Uważam, że zbyt szybko chciał rozstrzygnąć pojedynek na swoją korzyść, był bardzo zdecydowany w swoich atakach, a to było korzystne dla Tomasza. Stąd wzięła się frustracja Andrzeja i chęć totalnej konfrontacji, a z Adamkiem tak się nie boksuje - dodał trener zwycięzcy.

Stało się więc tak, jak przepowiadała większość ekspertów. Nie wszystkim to się podobało. Żalu do Adamka nie kryła żona Gołoty Mariola. Jeszcze w ringu, kiedy „Góral” wdrapał się na liny w narożniku Gołoty i pozdrawiał publiczność, klepnęła go i coś mu powiedziała. Potem otworzyła się przed dziennikarzami. – Jeśli to miała być walka, w której Andrzej pożegna się ze swoimi fanami to jego rywalem nie powinien być Tomek, który nie był dla niego zbyt dobrym przyjacielem. Czy uważam, że wykorzystał Andrzeja aby wypromować swoje nazwisko? Oczywiście, że tak – powiedziała.

Klęska Gołoty jest tym większa, że traktował on ten pojedynek bardzo osobiście, podczas gdy dla Adamka był to tylko kolejny krok w karierze. Czterokrotny pretendent do tytułu mistrza świata wagi ciężkiej zapowiadał, że pokaże lżejszemu rywalowi, iż ta kategoria nie jest dla niego. Ale to Adamek udowodnił mu, że nie powinien już wchodzić do ringu.

Gołota po walce bardzo długo nie opuszczał szatni. – Jest załamany. Ma poczucie, że zawiódł. Myślę, że to powinna być jego ostatnia walka, ma już prawie 42 lata. Andrzej jest dla mnie jak rodzina, nie chcę, aby coś mu się stało – powiedział Sam Colonna, trener Gołoty.

W pewnym momencie do szatni boksera z Chicago wkroczyła ekipa pogotowia ratunkowego. Pojawiła się plotka, że Gołota zasłabł, była to jednak tylko standardowa procedura w przypadku walk zakończonych przed czasem. – Lekarz sprawdza oczy, puls, czy wszystko jest OK – wyjaśniła Mariola Gołota. – Nie chcę, żeby Andrzej jeszcze walczył. Ja uważałam za jego pożegnalną walkę pojedynek z Mollo, ale mąż mnie nie posłuchał – dodała.

W sobotę w łódzkiej Atlas Arenie przyszłość polskiego boksu wygrała z przeszłością. – Tomek udowodnił, że ze swoją dynamiką i sposobem boksowania ma duże szanse na sukcesy także w kategorii ciężkiej – nie ma wątpliwości Gmitruk.

Jednak poza zrozumiałą radością kibice odczuwali też smutek, bo ceną polskiej walki stulecia jest smutny koniec Gołoty. Najwierniejsi z jego fanów czekali na niego do 1 w nocy, bo dopiero wtedy bokser opuścił szatnię. Pożegnali go owacjami. Pobity i opuchnięty Gołota uniósł pięść w pozdrowieniu i zniknął w swojej limuzynie. – Przepraszam wszystkich kibiców, którzy przyszli na mnie, że nie wygrałem. Może boks nie jest dla mnie... Tragedia, tragedia... To jest rana na sercu – powiedział chwilę wcześniej dziennikarzom.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj