W moim nowym domu w New Jersey, ponieważ trenuję przed walką z Jasonem Estradą. Na podróż do Polski nie mam niestety czasu. Święta spędzę tradycyjnie, po polsku.
Wigilia, pasterka w kościele w Harrison. W Boże Narodzenie też oczywiście będę w kościele. Świętuję wyłącznie w rodzinnym gronie, z żoną i córkami, ponieważ Ziggy Rozalski (menedżer
i współpromotor Adamka - red.) prawdopodobnie wyjedzie. My też mieliśmy wcześniej podobne plany, ale trzeba było je zmienić, bo teraz najważniejsza jest walka.
Na razie znam tylko jego rekord, oglądałem też dwie jego walki. Wiem jednak, że to dobry zawodnik i myślę, że stoczymy dobry pojedynek. Na pewno jest on bardzo szybki. To, że nie bije mocno,
nie znaczy, że jest słaby. Jednak trenuję bardzo ciężko, jestem zdrowy i mam nadzieję, że uda mi się wygrać, dzięki czemu otworzę sobie wrota do walki o mistrzostwo świata.
Wszystko jest OK. Andrzej przylatuje do mnie 2 stycznia i od razu bierzemy się do roboty. Na razie robiłem przygotowanie fizyczne, bardzo ciężką pracę, czasami nawet po dwa treningi
dziennie, a w nowym roku zaczynamy sparingi i specjalistyczną część roboty. A mój team to ja, Ziggy, Andrzej oraz catmen, który nam pomaga, i współpracujący z nami trener od siły Ralf
Mendez. Myślimy o jeszcze jednym asystencie i tyle.
Jeśli jesteś normalnym, skromnym człowiekiem, to zawsze trafisz w serca ludzi. Ja jestem takim, jakim byłem, i na pewno nigdy się nie zmienię. Jeśli chodzi o piosenkę, to od razu wpadła mi w
ucho. Ten tekst mówi prawdę także o mnie. Przypomina mi moje początki, podobnie jak innym Polakom mieszkającym w USA. Tak jak oni jestem tutaj i muszę ciężko pracować, żeby się przebić w
tej wielkiej Ameryce. Rodacy po walkach Gołoty wiele razy byli bardzo rozczarowani. Ja walczę jak gladiator, oni to kochają i dają do zrozumienia, że Adamek wstydu im nie przynosi. Dlatego
przychodzą na moje walki.
To element promocji, podczas takich spotkań rozdaję autografy, robię sobie zdjęcia z fanami. Mam wielu kibiców wśród Polonii, ale nie zaszkodzi też wyjść do amerykańskich fanów boksu.
Jestem tu coraz bardziej rozpoznawany na ulicach.
Nie, Ameryka to wielki kraj, w którym żyje wielu znanych ludzi. Jestem więc traktowany normalnie. Wiadomo, że kiedy spotykam Polaków, to oni reagują nieco inaczej, ale i do tego już się
przyzwyczaiłem.
Nie, nie mamy kontaktu. Każdy z nas zajmuje się swoimi sprawami. Ja do Andrzeja nie mam żadnych pretensji, a czy on ma do mnie, tego już nie wiem.
Nie mam żadnych wrogów i nie chcę mieć. Czasami powie się coś niepotrzebnego, ale wtedy trzeba przeprosić i wybaczyć sobie wzajemnie, tak uważam. Kiedyś jednak na pewno spotkamy się z
Andrzejem i myślę, że porozmawiamy, napijemy się piwa - nie ma w ogóle o czym gadać.
Jestem im całkowicie wierny, bo tak nakazuje Bóg. Tak też wychowuję swoje dzieci.
Nigdy nie mówię, że byłem święty. Bójek miałem dużo, przecież jestem chłopakiem.
Nie odpuściłem, dopóki nie wygrałem.
Nigdy nie będę nikogo sądził, od tego jest Bóg. Jestem jednak człowiekiem, który ma swoje zdanie i gdy ktoś robi coś dobrego, to będę go bronił. Nie mam żadnych autorytetów. Chcę być
sobą, takim, jakim wychowała mnie matka i na nikim się nie wzoruję.
Żona jest moją ostoją, wspiera mnie duchowo i wychowuje moje dzieci. Jednak nie ma doświadczenia w sprawach boksu, nie zna się na tym, więc nie może mi radzić w kwestiach związanych z
karierą. Pomaga mi inaczej. Zna mnie, wie, co lubię jeść, i przygotowuje mi odpowiednie posiłki. Jest też pielęgniarką, więc kiedy trzeba, to robi mi okłady czy opatrunki.
Nie, bo każdy ma w życiu swoje przeznaczenie i swoją misję. Ja od pana Boga dostałem talent bokserski, dlatego choć dobrze grałem też w piłkę, niezły byłem też w innych sportach, to moim
przeznaczeniem jest boks.
Jeśli Bóg da mi kiedyś syna, który miałby do tego talent, to nie mógłbym tego talentu zabijać. Mam córki, jeśli jedna z nich będzie chciała zostać na przykład adwokatem, to też nie
zrobiłbym dobrze, zabraniając jej tego.
Nie, bo to jest sport dla facetów.
Mam na to własne sposoby. Nie lubię giełdy, bo to jest miejsce dla ryzykantów, a ja taki nie jestem.
Trzy tygodnie temu. To normalny dom. Jestem zwykłym chłopakiem ze wsi i nie potrzebuję nie wiadomo jakich luksusów. Mieszkam teraz niedaleko Ziggiego.
Ogólnie chodzi o sport, wszystko co się z nim wiąże. Jeżdżę na nartach, najczęściej w Lake Placid, dużo gram w kosza, w tenisa. Czasem idę na basen, innym razem jedziemy gdzieś z Ziggym
na łódkę, na ryby. Tak właśnie spędzam czas w przerwach między walkami. W moim zawodzie nawet wtedy nie można sobie pozwolić na leżenie na kanapie i objadanie się.
Polityką zajmę się sam, po zakończeniu kariery.
Sportem, bo na tym się znam. Jestem w nim już 20 lat i myślę, że mógłbym zrobić coś dla jego rozwoju. Zwłaszcza dla boksu. Obecnie jest całkowity dół i trzeba tę dyscyplinę od nowa
podnieść. Oczywiście jest to długi proces, na pewno nie uda się tego zrobić w rok. Potrzeba też ludzi, którzy będą uczciwie pracować i nie będą patrzeć tylko na stronę finansową.
p
*Tomasz Adamek, były mistrz świata wagi półciężkiej i junior ciężkiej, obecnie posiadacz tytułu mistrza interkontynentalnego IBF. 6 lutego w Newark w swojej drugiej walce w wadze ciężkiej zmierzy się z Amerykaninem Jasonem Estradą.