Dziennik Gazeta Prawana logo

"Pierwszy mecz z Udinese jest najważniejszy"

16 lutego 2009, 00:01
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Już w czwartek Lech będzie na ustach kibiców w całej Polsce. "Kolejorz" przystępuje do walki w Pucharze UEFA z włoskim Udinese. "Koncentrujemy się na nich. Mam wszystkie ich mecze z ostatnich dwóch miesięcy. Codziennie wieczorem siadam i oglądam fragment, po śniadaniu to samo. Musimy zagrać agresywnie, szybko i zdecydowanie zaatakować rywala" - mówi DZIENNIKOWI trener poznańskiej drużyny Franciszek Smuda.




Już w końcówce obozu mniej myślałem o tym, co robimy podczas przygotowań. Koncentruję się na Udinese. Mam wszystkie ich mecze z ostatnich dwóch miesięcy. Codziennie wieczorem siadam i oglądam fragment, po śniadaniu to samo. Ostatnio solidnie analizowałem ich spotkanie z Napoli. Wszystko mam obejrzane już po trzy razy.




Niezwykle agresywnie. Jeśli odpuścimy pod tym względem, to nie mamy żadnych szans. Musimy szybko, zdecydowanie Udinese zaatakować.





Jak będziemy na kartki patrzeć, to daleko nie zajdziemy. Przez ostrożność i myślenie o ewentualnej pauzie może być właśnie jeszcze więcej błędów. Dlatego muszą wbić sobie do głowy, żeby się nie przejmować. Co będzie, to będzie.





Zdarzyły się dwa błędy Rafała Siadaczki i zrobiło się bardzo szybko 0:2. Było osiem minut do końca i Darek Gęsior w sytuacji sam na sam uderzył w słupek. Byłoby 1:2 i nasz awans. Dlatego powtarzam - pierwszy mecz będzie najważniejszy.





Na pewno to i to jest cenne. Wiadomo jednak, że dwóch srok nie złapie się za ogon. Ja myślę, że dla Lecha najlepsze jest jednak mistrzostwo.





Bo myślę o pożegnaniu tego sezonu (śmiech). A moje pożegnanie? Może być tak naprawdę w każdej chwili. Dzisiaj jestem trenerem, ale jutro mogę już nim nie być. Wiadomo, w polskich warunkach wszystko jest możliwe.





I jestem umówiony na 1 kwietnia z szefami na rozmowy. Ale wtedy się chyba nie spotkamy, bo nikt potem nie uwierzy, jak na przykład podamy, że zostaję przez następne pięć lat. Wszyscy pomyślą, że skoro prima aprilis, to musi być kit.





Takie coś byłoby bardzo niezdrowe. Bo przecież nie można kogoś trzymać cały czas pod ciśnieniem i uzależniać przedłużenie kontraktu od wyniku sportowego. Przecież to by mogło źle wpłynąć na moją pracę, mógłbym się trząść ze strachu, a nie o to chodzi. Trzeba mieć komfort pracy. Do tej pory, to muszę szczerze przyznać, ten komfort w Poznaniu miałem. Ciśnienia ze strony prezesów na pewno nie było. Raz jeden z nich coś powiedział nieprzyjemnego, ale jednym uchem to wpadło, a drugim wypadło.





Po głowie ciągle mi chodzi ta wymarzona Bundesliga. Tylko to może mnie skusić. Musiałaby być jednak superoferta. Taka, po której byście mi powiedzieli: "No, tutaj nie możesz odmówić". Ostatnio jednak dochodzę do wniosku, że Bundesligę można sobie zrobić także w Poznaniu. Warunek jest jeden - musi nas być nas na to stać.





Kiedy siądziemy do rozmów, trzeba sobie będzie właśnie jasno narysować przyszłość. Może usłyszę: "będziesz budował drużynę jeszcze raz" albo "dokładamy jeszcze nowe ogniwa i walczymy o wymarzoną Ligę Mistrzów". To musi być jednak powiedziane. Wtedy zdecyduję - w prawo albo w lewo.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj