Już w końcówce obozu mniej myślałem o tym, co robimy podczas przygotowań. Koncentruję się na Udinese. Mam wszystkie ich mecze z ostatnich dwóch miesięcy. Codziennie
wieczorem siadam i oglądam fragment, po śniadaniu to samo. Ostatnio solidnie analizowałem ich spotkanie z Napoli. Wszystko mam obejrzane już po trzy razy.
Niezwykle agresywnie. Jeśli odpuścimy pod tym względem, to nie mamy żadnych szans. Musimy szybko, zdecydowanie Udinese zaatakować.
Jak będziemy na kartki patrzeć, to daleko nie zajdziemy. Przez ostrożność i myślenie o ewentualnej pauzie może być właśnie jeszcze więcej błędów. Dlatego muszą wbić sobie do głowy,
żeby się nie przejmować. Co będzie, to będzie.
Zdarzyły się dwa błędy Rafała Siadaczki i zrobiło się bardzo szybko 0:2. Było osiem minut do końca i Darek Gęsior w sytuacji sam na sam uderzył w słupek. Byłoby 1:2 i nasz awans. Dlatego
powtarzam - pierwszy mecz będzie najważniejszy.
Na pewno to i to jest cenne. Wiadomo jednak, że dwóch srok nie złapie się za ogon. Ja myślę, że dla Lecha najlepsze jest jednak mistrzostwo.
Bo myślę o pożegnaniu tego sezonu (śmiech). A moje pożegnanie? Może być tak naprawdę w każdej chwili. Dzisiaj jestem trenerem, ale jutro mogę już nim nie być. Wiadomo, w polskich
warunkach wszystko jest możliwe.
I jestem umówiony na 1 kwietnia z szefami na rozmowy. Ale wtedy się chyba nie spotkamy, bo nikt potem nie uwierzy, jak na przykład podamy, że zostaję przez następne pięć lat. Wszyscy
pomyślą, że skoro prima aprilis, to musi być kit.
Takie coś byłoby bardzo niezdrowe. Bo przecież nie można kogoś trzymać cały czas pod ciśnieniem i uzależniać przedłużenie kontraktu od wyniku sportowego. Przecież to by mogło źle
wpłynąć na moją pracę, mógłbym się trząść ze strachu, a nie o to chodzi. Trzeba mieć komfort pracy. Do tej pory, to muszę szczerze przyznać, ten komfort w Poznaniu miałem. Ciśnienia
ze strony prezesów na pewno nie było. Raz jeden z nich coś powiedział nieprzyjemnego, ale jednym uchem to wpadło, a drugim wypadło.
Po głowie ciągle mi chodzi ta wymarzona Bundesliga. Tylko to może mnie skusić. Musiałaby być jednak superoferta. Taka, po której byście mi powiedzieli: "No, tutaj nie możesz
odmówić". Ostatnio jednak dochodzę do wniosku, że Bundesligę można sobie zrobić także w Poznaniu. Warunek jest jeden - musi nas być nas na to stać.
Kiedy siądziemy do rozmów, trzeba sobie będzie właśnie jasno narysować przyszłość. Może usłyszę: "będziesz budował drużynę jeszcze raz" albo "dokładamy
jeszcze nowe ogniwa i walczymy o wymarzoną Ligę Mistrzów". To musi być jednak powiedziane. Wtedy zdecyduję - w prawo albo w lewo.