Wygląda na to, że groźby terrorystów porządnie wystraszyły Artura Boruca. "Być może w Belfaście przydałaby mi się ochrona..." - mówi zestresowany bramkarz reprezentacji Polski, który - tak jak pozostali kadrowicze - zameldował się wczoraj na zgrupowaniu we Wronkach.
>>>Boruc został napadnięty we własnym domu
Na zgrupowanie we Wronkach reprezentanci Polski docierali w różnych humorach. Marka Saganowskiego martwiły szwy na głowie, a Łukasz Fabiański i Ebi Smolarek skarżyli się na dotkliwe zimno.
"Być może w Belfaście przydałaby mi się ochrona..." - stwierdził natomiast Boruc, do którego kibice Irlandii Północnej pałają szczerą nienawiścią i wysyłają pogróżki. - partnerka Artura przywiozła go pod sam hotel.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|