Goście skutecznie się bronili do 13. minuty. Wówczas fatalny błąd popełnił Jacek Góralski. Pomocnik Jagiellonii stracił piłkę pod własnym polem karnym i przejął ją Robert Pich. Słowak popędził w pole karne, dograł do wbiegającego Bence Mervo, który strzałem w długi róg nie dał szans Bartłomiejowi Drągowskiemu.

Chwilę później mogło być 2:0, ale Peter Grajciar w dogodnej sytuacji spóźnił się z dośrodkowaniem i obrońca gości zdążył wybić piłkę na rzut rożny. Wrocławianie zamiast strzelić gola, zaraz sami go stracili i to w zupełnie niegroźnej sytuacji.

Po centrze Łukasza Burligi piłka bardzo długo leciała w kierunku Mateusza Abramowicza. Wydawało się, że nieatakowany bramkarz Śląska nie będzie miał żadnych problemów z jej złapaniem. Nieoczekiwanie Abramowicz wypuścił jednak piłkę z rak, a ta zaczęła toczyć się do bramki. Próbował naprawić swój błąd, ale szybszy na linii bramkowej był Konstantin Vassiljev i było 1:1.

Minęło kilkadziesiąt sekund i Śląsk ponownie mógł prowadzić. Najpierw uderzał zza pola karnego Tom Hateley, ale Drągowski zdołał wybić piłkę. Dopadł do niej Pich i miał już pustą bramkę, ale trafił w leżącego bramkarza Jagiellonii. W odpowiedzi w dogodnej sytuacji znalazł się Fiodor Cernych, lecz przegrał pojedynek z Abramowiczem.

Co nie udało się Pichowi i Cernychowi, udało się ponownie Mervo. Po wyrzucie z autu w polu karnym gości powstało spore zamieszanie, w którym najlepiej odnalazł się napastnik Śląska. Węgier lekko kopnął piłkę, a ta odbiła się jeszcze od słupka i wtoczyła do siatki. To nie był koniec emocji w pierwszej połowie. Szanse na kolejnego gola miał Grajciar, a ze strony gości groźnie zza pola karnego strzelał Piotr Grzelczak.

Po przerwie obraz gry się o tyle zmienił, że Jagiellonia już nie czekała na własnej połowie na Śląsk, ale sama starała się przejąć inicjatywę. I szybko mogło to przynieść efekt bramkowy, bo w ciągu dziesięciu pierwszych minut goście mieli trzy wyśmienite okazje na gola. Jedną spreparował niepewną interwencją Abramowicz, w drugiej Alvaro Gomes nie sięgnął wślizgiem piłki, a za trzecim razem bramkarz Śląska popisał się świetną interwencją.

Wrocławianie też mieli swoje okazje. Najlepszą Ryota Morioka, ale jego strzał z pola karnego obrońcy gości zdołali w ostatniej chwili zablokować. Więcej szczęścia miał Japończyk w 72. minucie. Po rzucie wolnym zawodnicy Jagiellonii wybili piłkę przed pole karne, wprost pod nogi Morioki. Ten spokojnie opanował piłkę, przymierzył i było 3:1.

Kilkadziesiąt sekund później gości mogli ponownie przegrywać tylko jednym golem, ale Abramowicz w nieprawdopodobny sposób zdołał obronić strzał z kilku metrów. Lepszej okazji na zdobycie kontaktowej bramki już w tym meczu podopieczni trenera Michała Probierza nie mieli. Szansę miał za to Śląsk, a dokładnie Pich. Słowak znalazł się sam na sam z Drągowskim, ale długo zwlekał ze strzałem, a jak już się zdecydował, bramkarz gości zdołał wybić piłkę na róg. To była ostatnia bramkowa okazja w tym ciekawym meczu.

Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok 3:1 (2:1)
Bramki: 1:0 Bence Mervo (13), 1:1 Konstantin Vassiljev (20), 2:1 Bence Mervo (35), 3:1 Ryota Morioka (72).
Żółta kartka – Jagiellonia Białystok: Piotr Tomasik, Guti, Łukasz Burliga.
Sędzia:
Piotr Lasyk (Bytom).
Widzów:
6 504.
Śląsk Wrocław: Mateusz Abramowicz - Paweł Zieliński, Piotr Celeban, Adam Kokoszka, Lasza Dwali - Peter Grajciar (88. Kamil Dankowski), Tom Hateley, Marcel Gecov (75. Tomasz Hołota), Ryota Morioka, Robert Pich (90+1. Andras Gosztonyi) - Bence Mervo.
Jagiellonia Białystok: Bartłomiej Drągowski - Łukasz Burliga, Guti, Dawid Szymonowicz, Piotr Tomasik - Fiodor Cernych, Taras Romanczuk, Rafał Grzyb (81. Przemysław Frankowski), Jacek Góralski (46. Alvarinho), Konstantin Vassiljev - Piotr Grzelczak (46. Przemysław Mystkowski).