Dziennik Gazeta Prawana logo

Wyprawa na K2. Urubko zniknął po śniadaniu. "Bez poinformowania kierownictwa podjął próbę wejścia na szczyt"

24 lutego 2018, 17:21
Ten tekst przeczytasz w 9 minut
Denis Urubko / fot. Andriej Starkow / CC BY-SA 3.0
Denis Urubko / fot. Andriej Starkow / CC BY-SA 3.0/Wikimedia Commons
Denis Urubko bez jakichkolwiek uzgodnień opuścił bazę, by podjąć prawdopodobnie próbę wejścia na wierzchołek K2. "Taka samowola nie jest koleżeńska" - uważa Jerzy Natkański, który był kierownikiem wielu wypraw, w tym także letnich na niezdobyty zimą szczyt K2.

Turyści wychodząc ze schroniska na górskie szlaki powinni wpisać się do książki, podając dokąd zmierzają. Natomiast urodzony w rosyjskim Niewinnomyssku Urubko, który 12 lutego 2015 roku otrzymał akt nadania mu obywatelstwa polskiego, wbrew ustaleniom kierownika i zespołu wyruszył w sobotę po śniadaniu do góry. Czy to jest normalne?

- powiedział PAP Jerzy Natkański.

Pytany o możliwy scenariusz akcji Urubki, dyrektor Fundacji Wspierania Alpinizmu Polskiego im. Jerzego Kukuczki podkreślił, że faktycznym reżyserem będą warunki, a zwłaszcza wiatr. Prognozy pogody nie są najlepsze; w poniedziałek może już mocno wiać.

- uważa Natkański.

Dodał, że nie wiadomo, ile zabrał ze sobą picia i jedzenia, czy weźmie coś po drodze z obozów, które jeszcze nie końca są odpowiednio zaopatrzone. Największym problemem może być jednak wiatr. - wyjaśnił Natkański.

Jako kierownik letniej wyprawy przygotowawczej na K2 w 2016 roku przypomniał, że atak na szczyt okazał się niemożliwy, z powodu niespodziewanego załamania pogody. Potężna lawina zniszczyła trzeci obóz na wysokości 7400 m, przekreślając szansę dotarcia do obozu czwartego (7900 m); porwała m.in. 25 namiotów, depozyt lin poręczowych oraz 50 butli z tlenem.

Członek warszawskiego klub wysokogórskiego zwrócił także uwagę na bardzo trudny fragment drogi zwanej Czarną Piramidą. To lodowata skała, z którą nie poradziło sobie już wielu himalaistów. Nie wiadomo, w jakim stanie są pozostawione przez inne wyprawy poręcze, a nowych Urubko raczej nie założy.

Uczestnik wyprawy Piotr Tomala zwrócił uwagę, że Urubko od dawna głosił, iż dla niego zima kończy się 28 lutego. . Potwierdził też, że "Denis z nikim nie rozmawiał na temat wyjścia w górę, dlatego też wszyscy jesteśmy tym bardzo zaskoczeni".

45-letni Urubko dołączył do polskiej wyprawy w ostatniej chwili. - wspomniał w rozmowie z PAP Wielicki, przyznając, że jego sobotnia samowola zburzyła plan działania wyprawy.

W marcu 2015 roku Urubko, mający w dorobku osiągnięć dwa zimowe wejścia na ośmiotysięczniki stwierdził, że zima w Himalajach i Karakorum to okres od 1 grudnia do końca lutego. Według niego takie założenia spełnia jedynie okres zimy meteorologicznej. 9 lutego 2009 roku wraz z włoskim alpinistą Simone Moro zdobył Makalu (8481 m), a 2 lutego 2011 Gaszerbrum II (8035 m) razem z Moro i amerykańskim wspinaczem Corym Richardsem.

W sobotę do obozu pierwszego ruszyli Maciej Bedrejczuk i Marcin Kaczkan. Tam spędzą noc, a w niedzielę powinni podnieść na właściwe miejsce obóz drugi z 6500 na 6700 m. Tego dnia z bazy ma wyjść kolejna para, Marek Chmielarski i Artur Małek, aby aklimatyzować się w obozie trzecim na wysokości 7200 m. Ponadto ruszy też zespół HAPsów - pakistańskich wspinaczy z zadaniem wyniesienia tlenu do obozu drugiego.

- powiedział PAP szef komitetu organizacyjnego Janusz Majer.

Z końcem grudnia pod wodzą Wielickiego do Karakorum wyruszyli: Bedrejczuk, Adam Bielecki, Jarosław Botor (ratownik medyczny), Chmielarski, Rafał Fronia, Janusz Gołąb, Marcin Kaczkan, Małek, Piotr Snopczyński (kierownik bazy), Tomala, Dariusz Załuski (filmowiec) i Urubko. Na miejscu dołączyło do nich czterech bardzo dobrych - jak ocenił Wielicki - pakistańskich wspinaczy.

Pod koniec stycznia Urubko uczestniczył wspólnie z Bieleckim, Tomalą i Botorem w akcji ratunkowej na Nanga Parbat (8126 m). Udało im się ocalić francuską alpinistkę Elisabeth Revol, natomiast jej partner wspinaczkowy Tomasz Mackiewicz pozostał na wysokości ok. 7200 m.

Z początkiem lutego z powodów rodzinnych do kraju musiał wrócić Botor, a dwa tygodnie po nim Fronia, u którego doszło do pęknięcia przedramienia w wyniku uderzenia samoistnie spadającym kamieniem w trakcie podchodzenia do obozu pierwszego na 5900 m drogą Basków. Nieco wcześniej w podobny sposób urazu twarzy doznał podczas wspinaczki do "jedynki" Bielecki, który po kilkudniowej przerwie powrócił do działalności górskiej. Po tych wypadkach Wielicki podjął decyzję o przeniesieniu działalności górskiej na klasyczną drogę pierwszych zdobywców przez tzw. Żebro Abruzzi.

K2 było atakowane zimą w ogóle tylko trzykrotnie. Na przełomie 1987 i 1988 roku próbę podjęła międzynarodowa grupa pod kierunkiem Andrzeja Zawady, w 2003 roku ekipą dowodził Wielicki, a w 2012 wspinali się Rosjanie. Żadna z tych ekspedycji nie przekroczyła jednak progu 7650 m.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj