Dziennik Gazeta Prawana logo

Tylko Boruc nie zawiódł

18 czerwca 2008, 01:58
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
"Nie ma co owijać w bawełnę, jestem wkur..." - podsumowuje występ piłkarskiej reprezentacji Polski na Euro bramkarz Artur Boruc. Zawodnik Celticu Glasgow był zdecydowanie najlepszym zawodnikiem w polskiej drużynie. Ta opinia niespecjalnie go jednak cieszy. "Piłka nożna to gra zespołowa i jesteśmy rozliczani jako drużyna. Dlatego nie mogę być w pełni zadowolony ze swojej postawy. Liczyłem na dużo więcej" - mówi Boruc "Faktowi".

Honor polskiej piłki. Śmiesznie to brzmi. Jesteśmy rozliczani jako zespół, a nie indywidualnie. Przegraliśmy dwa mecze, jeden zremisowaliśmy. Osobiście też nie mogę być zadowolony. Puściłem cztery bramki, to nie jest powód do dumy. Dajmy spokój. Szczęśliwy bramkarz to taki, który nie wyciąga nic z siatki. Czasem lepiej być szczęśliwym bramkarzem, niż szczęśliwym człowiekiem, bo kilka parad wyszło.

Czy zyskałem, to się okaże w niedalekiej przyszłości. Jasne, kilka interwencji mi wyszło. To jednak dla mnie żadne pocieszenie. Mieliśmy swoje ambicje, jadąc na to Euro. Nie wiem, co mam więcej powiedzieć.

Ja jestem tylko bramkarzem, a w dodatku, jak mówią niektórzy, bardzo wolnym, więc nie powinienem oceniać.

Czy bym chciał? To trener wybiera kapitana reprezentacji. Nie mam nic do gadania.

To jest śmieszne pytanie. Kiedy zaczynasz grać w piłkę, chcesz zagrać w pierwszej lidze. Później stawiasz sobie coraz wyżej poprzeczkę, aż do reprezentacji. A tu nagle temat, czy ja mam być kapitanem. Czy to ja jestem najważniejszą postacią tej drużyny? Nie mam pojęcia, więc nie rozmawiajmy o tym.

No nie, chyba aż tak nie było. Na nikogo z politowaniem nie patrzyłem (dłuższa chwila ciszy). Do meczu z Chorwacją przystąpiliśmy maksymalnie skoncentrowani. Wydawało się, że podyktujemy warunki, siądziemy na nich, będziemy stwarzać okazję. Tymczasem było zupełnie odwrotnie. Naprawdę jest mi strasznie przykro, że to wszystko się tak potoczyło. Jestem nawet solidnie wkur...., może tak to ujmę. Nie ma żadnych powodów do zadowolenia. W tych trzech meczach były tylko momenty, że utrzymywaliśmy się dłużej przy piłce. Stwarzaliśmy jakieś szanse. Ale to wszystko było za mało.

Nie przesadzajmy. Moje ryki i przekleństwa w pierwszych dwóch meczach po prostu nie przynosiły żadnego skutku, więc postanowiłem zmienić taktykę. Nie lubię się zbytnio powtarzać.

Czy ja wiem? Interesowali się mną już wcześniej. Czasem tylko dziwne pytania zadają.

Jeden pytał mnie, czy jestem kontrowersyjny. Co mu miałem odpowiedzieć? Inny koniecznie chciał znać moich bramkarskich idoli. Gdy powiedziałem, że Peter Schmeichel, naciskał, bym mu podał jakieś polskie nazwiska. Ale ja nie mam wśród polskich bramkarzy żadnych wzorów.

Wszystko w porządku. Dziękuje bardzo.

No, to teraz już się chyba nikt tak nie pomyli (śmiech).

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj