Liczył na dobry występ, ale wyścig o mało nie skończył się dla niego tragicznie. Robert Kubica, zamiast walczyć o miejsce w czołówce na swoim ulubionym torze, miał groźnie wyglądający wypadek. Do tej pory Polak radził sobie na nim znakomicie.
Kubica liczył, że w dzisiejszym wyścigu uda mu się wskoczyć na podium. "Lubię ten tor. Jest szybki i można tu wyprzedzać" - opowiadał Polak. Bardzo dobrze znał tor imienia Gillesa Villeneuve'a. W zeszłym roku jeździł na nim i radzi sobie znakomicie.
Jednak dziś Polaka dopadł straszliwy pech. Na 27. okrążeniu zahaczył przednim skrzydłem bolidu o tylne koła Toyoty prowadzonej przez Włocha Jarno Trullego. Polak momentalnie stracił panowanie nad samochodem - wypadł z toru i z wielką prędkością uderzył o ścianę.
Rozpędzony bolid odbił się od bandy i kilkakrotnie koziołokował. Choć wypadek wyglądał dramatycznie, to Kubica wyszedł z niego cało. Lekarze podejrzewają, że ma tylko złamaną nogę.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane