Kiedy bolid uderza w ścianę, odpadają koła, przednie i tylne skrzydła, wszystkie mikroskopijne części, które oszukują wiatr i pozwalają rozwijać zawrotne prędkości.
Tak było podczas kraksy Roberta Kubicy. Auto Polaka było niemal doszczętnie zniszczone. Ale kokpit, ta tuba zbudowana z praktycznie niezniszczalnych włókien węglowych o strukturze plastra
miodu, zapewnił naszemu kierowcy bezpieczeństwo.
Budowa bolidu (samo nadwozie, bez silnika) kosztuje 150-300 tys. dolarów, ale teamy Formuły 1 bez mrugnięcia okiem wydają takie pieniądze. W końcu najważniejsze jest bezpieczeństwo kierowców.
Kokpit jest praktycznie niezniszczalny. Wytrzymuje obciążenia nawet do stu ton, do których dochodzi podczas niesamowicie szybkiej jazdy. Polak uderzył o ścianę wokół toru z prędkością
ponad 200 km/h, ale nie stało mu się nic poważnego. Ma jedynie skręconą nogę i wstrząśnienie mózgu. Mogło się skończyć dramatycznie, ale na szczęście budowa bolidu ocaliła życie i
zdrowie Polaka.
Kubica nie odniósł także urazu kręgosłupa, bo nad tym czuwa system HANS. Skrót pochodzi od angielskiego Head and Neck Support, czyli system wspierania szyi i głowy. W F1 stosuje się go od
2003 roku - celem jest zredukowanie sił działających na szyję i głowę kierowcy podczas wypadków z użyciem ogromnych sił, kiedy w ułamkach sekund zawodnik poddawany jest ogromnym
przeciążeniom - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.