"Rozkręcałam się z rzutu na rzut. Zaczęłam standardowo, jak przez cały sezon, od 69 metrów. W czwartej kolejce, gdy był najlepszy rezultat, źle rzuciłam młot - za nisko. Walczyłam do końca, bo chciałam uzyskać 80 metrów. W głowie siedział rekord świata, bo na treningach wszystko świetnie wyglądało. Porównując eliminacje i finał - zdecydowanie lepiej czułam się w tych pierwszych" - oceniła nasza mistrzyni.

Reklama

Wskazała, że brak przekroczenia 80 metrów pozostawia w jej głowie pewien niedosyt.

"W Berlinie czuję się jak w domu. Parę razy tutaj startowałam. Niemieccy kibice lekkoatletyki są bardzo kulturalni, potrafią się bawić i dopingować innych sportowców. Cztery lata temu odebrałam Niemce rekord świata właśnie tutaj. Wszyscy widzowie wstali wtedy ze swoich miejsce, bili brawo i gratulowali mi. Za to ich naprawdę szanuję i dziękuję im" - podkreśliła.

Dodała, że zawsze jest przygotowana do sezonu, a w Berlinie poprawiła rekord mistrzostw Europy, więc nie było źle.

Reklama

"On też należał do mnie. Nie jest łatwo cały czas wygrywać. Po drugim rzucie wiedziałam, że mam złoty medal. Mogłabym usiąść - jak dziewięć lat temu. Mam jednak nadal coś do udowodnienia. Na horyzoncie są igrzyska olimpijskie w Tokio. Przez te dwa lata będę ciężko trenowała" - powiedziała Włodarczyk.

Reklama

Podopieczna Krzysztofa Kaliszewskiego wspomniała, że ma jeszcze kilka startów w tym roku i będzie chciała przekroczyć 80 m.

"Tydzień przed mistrzostwami zrobiliśmy sprawdzian młotem trzykilogramowym i pokonałam kolejną granicę - 94 metry. Przed igrzyskami w Rio miałam rekord życiowy 89,80. To mnie uskrzydliło" - mówiła.

Podkreśliła, że ogromną niespodziankę zrobili jej rodzice, którzy specjalnym autobusem przyjechali z jej rodzinnego Rawicza.

"Było mi bardzo miło, że tutaj byli. Chciałam im zrobić prezent na 40. rocznicę ślubu, bo wypada właśnie dzisiaj. Po cichu o tym marzyłam. Udało się chyba" - stwierdziła bardzo zadowolona mistrzyni.

Medal zadedykowała zmarłej niedawno najlepszej lekkoatletce w historii polskiego sportu Irenie Szewińskiej. "Niestety, nie ma jej już z nami. Dedykuję to złoto właśnie jej i swoim rodzicom" - powiedziała.

Włodarczyk wróci z Berlina autobusem z rodzicami i kilkudziesięcioosobową grupą fanów. Rano w jej mieście planowane jest wielkie świętowanie.

"Jestem wrażliwym człowiekiem. Każdy Mazurem Dąbrowskiego mnie rozkleja i mam ciarki" - wyznała.

Polki rozdzieliła na podium rekordem Francji 74,78 Alexandra Tavernier.