Żona Patrycja opowiadała kiedyś, że lubi spędzać z mężem czas na zakupach. "Jego popularność jest dla nas czasem męcząca, zwłaszcza gdy chcemy zrobić w hipermarkecie zakupy" - powiedziała w wywiadzie dla lokalnego tygodnika. „Reksio” postanowił więc kupować i sprzedawać w miejscach odległych od poznańskich supermarketów.

Reklama

Piotr R. jest w Wielkopolsce żywą legendą i pewnie zarzuty korupcyjne tego nie zmienią. Ale wątpliwe, by kiedykolwiek było jeszcze tak jak dawniej. Lech Poznań zastrzegł sobie w kontrakcie, że w każdej chwili może wykorzystać wizerunek Piotra R. do celów reklamowych. Ten zapis można swobodnie wyrzucić do śmietnika. Napastnik został zawieszony w prawach zawodnika. Dzisiaj w prokuraturze usłyszy zarzuty i jego nazwisko zostanie zredukowane do inicjału.

>>>Symbol Lecha zatrzymany za korupcję

Piłkarz już wcześniej miał na koncie przygody, które zaprzeczały jego dobremu wizerunkowi. Według sędziego Stanisława Żyjewskiego, po jednym z meczów Piotr R. powiedział do niego: „Mafia się tobą zaopiekuje”. Sam piłkarz zaprzeczył, że coś takiego miało miejsce, ale faktem jest, że niedługo później do domu Żyjewskiego wrzucono trzy butelki z benzyną. Sytuacja była dosyć niejednoznaczna.

Pod koniec kariery Piotr R. „zdradził” Lecha. Chciał odejść do Wisły Kraków, ale właśnie fani skutecznie mu to wyperswadowali. Pojawiły się pogłoski o wywiezieniu do lasu. W gazetach pojawiła się inna wersja - przypomina DZIENNIK.

"Mogę o sobie powiedzieć, że jestem prawdziwym lechitą. Zdarzało mi się wiele razy, że frustrowałem się tym bałaganem, który panował w klubie. Miałem dosyć. Mówiłem sobie: <Czas uciekać>. A potem pojawiała się dobra oferta, na przykład z Wisły, a ja zamiast skakać z radości myślałem: <A może jeszcze nie? Może w Lechu będzie lepiej?>" - powiedział w jednym z wywiadów.

Piotr R. jest wychowankiem Lecha i tylko tam odnosił sukcesy. W innych klubach wiodło mu się gorzej. W Niemczech zaczęło się nieźle, bo już w pierwszym meczu z Hamburgerem SV strzelił gola. To była jednak jego pierwsza i zarazem ostatnia bramka w klubie z Berlina. Po 10 meczach został oddany na wypożyczenie do Duisburga, gdzie radził sobie już lepiej. 5 bramek w 22 meczach i R. wracał z nieco wyżej podniesioną głową do Berlina. Jednak menedżer Herthy Jurgen Rober nie chciał go w zespole. Wystawił go zaledwie w sześciu meczach. Piotr R. po prostu okazał się za słaby na poziom Bundesligi.

"W Berlinie szukano wtedy kogoś, kto mógłby stworzyć duet z Michaelem Preetzem, najlepszym strzelcem wszechczasów Herthy. Było kilku kandydatów, Ilja Andracić, Alex Alves i właśnie Piotr R. Wszyscy byli za słabi, wszystkie bramki strzelał Preetz. Dlatego w końcu zrezygnowano z pomysłu gry dwoma napastnikami" - opowiada Oliver Knaack, dziennikarz berlińskiej gazety „BZ”.

Może właśnie dlatego Piotr R. nigdy nie przyzwyczaił się do Berlina. Kolejarze z pociągu kursującego na trasie Poznań - Berlin opowiadali, że nawet zaprzyjaźnili się z piłkarzem, bo ten był regularnym gościem wagonu restauracyjnego. Wsiadał do ostatniego pociagu w Berlinie a później do pierwszego porannego w Poznaniu. Na swoim podwórku nadal był królem.

Po powrocie do Polski od razu odzyskał blask, regularnie strzelał bramki. W klubie był „świętą krową”, bo stali za nim kibole. Spóźniał się na treningi, trener Czesław Michniewicz wlepiał mu kary, ale w składzie Lecha zawsze miał pewne miejsce. Trener odszedł a Piotr R. został i w sezonie 2006/07 został królem strzelców naszej ekstraklasy. Po tym wyczynie odwlekł planowane wcześniej zakończenie kariery.

Ostatni czas w Poznaniu to już dogorywanie niezbyt lubianego przez Franciszka Smudę piłkarza. Klub zostawił go tylko dlatego, że był przecież symbolem. Ale to za mało by grać. R. skarżył się w wywiadzie: "Jestem u siebie i by grać muszę być lepszy od Peruwiańczyka. Dziwne, ale co robić" - stwierdził.

Koniec Piotra R. musiał jednak nastąpić. W wywiadzie udzielonym „Piłce Nożnej” piłkarza nieco poniosła fantazja: "Kiedy zaczynałem bawić się w kopanie piłki, to każdy dzieciak wiedział, iż Kazimierz Deyna to Legia, Włodzimierz Lubański to Górnik Zabrze, a Grzegorz Lato - Stal Mielec. Dlatego wymarzyłem sobie, żeby kiedyś Lech kojarzony był z Piotrem R. i na odwrót" - powiedział.

Niestety teraz Lech zrobi wszystko, żeby pozbawiony nazwiska Piotr R. kojarzony z nim nie był. Bardziej żałosnego końca tego zawodnika nie można było się spodziewać.