Dziennik Gazeta Prawana logo

Świerczewski: Niech medale oddają winni

3 lutego 2009, 23:26
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
"Potrafię narozrabiać, ale na pewno nie jestem frajerem. Nigdy nie poniżyłbym się do tego stopnia, aby się sprzedawać. Aby dla paru groszy zrobić takie świństwo sobie i kibicom" - zapewnia w rozmowie z DZIENNIKIEM Piotr Świerczewski, bliski przyjaciel zatrzymanego napastnika Lecha Poznań, Piotra R.

>>>Zobacz, jakie kary grożą Lechowi

Zastanawiam się nad tym. Przecież byłem jednym z najważniejszych zawodników tej drużyny, jednym z najbardziej doświadczonych, z Piotrkiem przyjaźnię się od lat i zawsze podczas zgrupowań mieszkaliśmy w tym samym pokoju. A jednak nie wiedziałem nic o żadnym handlowaniu. Nikt do mnie nie podchodził, nikt nic nie sugerował. Mało tego, nie odniosłem wrażenia podczas meczów, że coś jest nie tak. Może nie chcieli mnie wtajemniczać, bo wiedzieli, że jestem człowiekiem normalnym, prawym i nie dam się wciągnąć w takie numery, że mogłoby nawet dojść do rękoczynów.

Nie jestem świętoszkiem, zna mnie pan. Różne rzeczy można o mnie mówić. Potrafię narozrabiać i nie zawsze jestem grzeczny. Natomiast na pewno nie jestem frajerem. Nigdy nie poniżyłbym się do tego stopnia aby się sprzedawać. Aby dla paru groszy zrobić takie świństwo sobie i kibicom. Ja mogę przegrać, ale po uczciwej walce. Chciałbym jednak stanowczo podkreślić: do tej pory nie wierzę, że Piotrek robił takie rzeczy. Na razie ma postawione zarzuty, z tego co wiem wcale się do nich nie przyznaje. Jego winę musi udowodnić sąd. Być może Piotrek został pomówiony. Ja też mam zarzuty w sprawie pobicia policjantów, a dobrze wiem, że sam zostałem pobity i udowodnię to przed sądem.

Przynajmniej na razie, kiedy tak naprawdę nic nie wiadomo, klub powinien bronić swojego zawodnika. A tu się okazuje, że już, bardzo szybko umywa się ręce i wypiera się kontaktów z pracownikiem, który jest legendą tego klubu. To wyjątkowa obłuda. Powiedzmy sobie wprost. Obecny Lech Poznań jest w prostej linii kontynuatorem działalności Amiki Wronki. Klub, który zasłynął w polskiej piłce dzięki Fryzjerowi, kupił i sprzedał chyba najwięcej meczów w historii polskiej piłki, zmienił po prostu nazwę i siedzibę. I teraz oni kreują się na najuczciwszych na świecie, kryształowo czystych. Śmieszne.

Jeśli te zarzuty są prawdziwe, to nie mam pojęcia. To jest po prostu nielogiczne. Może nie są bogaczami, ale przecież żyją na bardzo przyzwoitym poziomie. Po prostu nie mam na to wytłumaczenia.

Jeszcze kilka dni temu na pewno tak. A teraz nie wiem, raczej nie. Musiałbym z nim pogadać.

Zupełnie niedawno po zatrzymaniu tego obrońcy Zbyszka W. zapytałem Piotrka czy może jednak coś tam było. Odparł, że to bzdura. I na tym się skończyło. Ja akurat w feralnym meczu ze Świtem nie grałem, ale w tym przypadku podejrzenia mogły być logiczne. Nie płacili zawodnikom od miesięcy, chłopaki nie mieli za co żyć. Może sprzedali... Ale skoro mój przyjaciel mówi mi, że nie, to nie miałem prawa mu nie wierzyć.

Zwariował pan? Z jakiego powodu? Ja ten Puchar wywalczyłem na boisku. Gryzłem trawę i wypluwałem płuca aby to zrobić. Harowałem jak mogłem i to właściwie za darmo. Bo do dziś Lech nie wypłacił mi zarobionych pieniędzy. Nie wierzę, że drużyna mogła jakikolwiek mecz kupić, skoro nie było kasy na wypłaty. Chyba, że coś działo się z pieniędzmi, które nie docierały do zawodników, np. tych ze sprzedaży biletów. Nie wiem. Nie mam o tym pojęcia.

Wiedziałem, że jest pełno brudu, ale nie sądziłem, że aż tak dużo. Może patrzyłem na to w ten sposób dlatego, że do mnie nigdy nie podchodzili z jakimiś dziwnymi ofertami. Pewnie wiedzieli, że mam swój charakter i swój honor. Lubię grać i walczyć, mam duszę sportowca. Jeśli piłka w tym kraju ma polegać na sprzedawaniu i kupowaniu, to po co w ogóle ją oglądać?

Tak, niech się boją ci, którzy handlowali. Nie przywykłem do zrzucania winy na innych, ale jeśli coś w Lechu było nie tak, to ja nie miałem z tym nic wspólnego. Niech medale oddają winni, ja swojego nigdy nie oddam.

>>>Kapitan Lecha wyjdzie za 170 tysięcy złotych

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj