Dziennik Gazeta Prawana logo

"Wyjmuj, Cabaj, wyjmuj"

13 kwietnia 2009, 18:29
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Tradycją piłkarskiej ekstraklasy jest rozgrywanie meczów w Wielką Sobotę. Ma to swoje plusy i minusy. Plusy to przedświąteczna rozrywka dla kibiców, a minusy - zepsute święta dla przegranych. Tym razem niezbyt wesołe nastroje przy świątecznym stole mieli przede wszystkim trener Czesław Michniewicz i bramkarz Cracovii Marcin Cabaj.

. Po każdej z bramek zachęcali golkipera Pasów do wyjmowania piłki z siatki, a okazje po temu mieli aż cztery, bo tyle bramek straciła przy Łazienkowskiej Cracovia. Na koniec . Trzeba jednak przyznać, że bramkarz z Krakowa nie miał szczególnych powodów do pokuty, nie zawinił bowiem przy żadnym z goli, a kilka razy ratował swój zespół przed jeszcze większą porażką.

"Z mojej perspektywy wynik 0:4 wydaje się za wysoki" - narzekał po meczu trener Cracovii Artur Płatek. Nie do końca miał jednak rację, bo to raczej warszawianie bliżsi byli zdobycia jeszcze jednego gola niż goście uzyskania honorowego trafienia. Momentami można było wręcz odnieść wrażenie, że krakowscy piłkarze przyjechali do stolicy, marząc jedynie o tym, aby nie powtórzyć niedawnego "wyczynu" reprezentacji San Marino.

. W drużynie Jana Urbana prym wiódł Takesure Chinyama. Napastnik z Zimbabwe wykorzystał absencję Pawła Brożka spowodowaną kontuzją i strzelając piętnastego gola, objął samodzielne prowadzenie w tabeli strzelców. Dzielnie sekundował mu były gracz Pasów Piotr Giza, który uprzejmości wobec kolegów ograniczył do pomeczowych podziękowań.

Po sobotnim triumfie legioniści mogą poszczycić się mianem najskuteczniejszego zespołu ekstraklasy, ale we właściwej tabeli wciąż muszą oglądać plecy Lecha Poznań. Kolejorz uratował jednak pozycję lidera w ostatniej chwili. W 93. minucie meczu z Piastem w Gliwicach poznaniacy remisowali 1:1, a zwycięstwo zapewnił im gol obrońcy Marcina Kikuta.

Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że była to już trzecia wygrana wiosną i czwarta w całym sezonie, którą Lech zapewnił sobie w doliczonym czasie gry. " i, powiedzmy sobie szczerze, mógł wywalczyć trzy punkty" - przyznał po meczu trener zwycięzców Franciszek Smuda.

Szósta wiosenna kolejka ekstraklasy przyniosła też kolejną ofiarę wśród trenerów. Po Jacku Zielińskim (Polonia Warszawa) i jego imienniku z Lechii Gdańsk Marku Motyce (Polonia Bytom) pracę stracił szkoleniowiec Arki Gdynia Czesław Michniewicz. Nazywany "polskim Mourinho" trener oddał się do dyspozycji zarządu klubu po czwartkowej porażce z ŁKS Łódź (0:3). Innego wyjścia zresztą nie miał, bowiem jego zespół w sześciu wiosennych kolejkach zdobył tylko dwa punkty - zdecydowanie najmniej z całej ligowej stawki. W Wielką Sobotę władze klubu postanowiły wykorzystać okazję i zakończyć niezbyt udaną współpracę, a razem z Michniewiczem pozbyły się również jego asystenta i trenera od przygotowania fizycznego.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj