W ubiegłym tygodniu podopieczni trenera Ernesto Valverde podzielili się punktami z Valencią (2:2), natomiast w środę zremisowali z Realem Madryt 1:1 w pierwszym spotkaniu półfinału krajowego Pucharu. Tym razem nie poradzili sobie w Kraju Basków, mimo że do wyjściowego składu gości wrócił po kontuzji Argentyńczyk Lionel Messi - zdobywca 21 goli w 23 kolejkach w tym sezonie.

Jedną z wyróżniających się postaci w niedzielę był nieoczekiwanie... bramkarz Barcelony Niemiec Marc-Andre ter Stegen. Obronił on kilka groźnych strzałów gospodarzy, którzy w lidze zremisowali już po raz dwunasty. Zajmują 13. miejsce z dorobkiem 27 punktów.

Katalończycy zgromadzili ich 51 i mają sześć przewagi nad wiceliderem - Realem Madryt. W sobotę "Królewscy" pokonali w derbach na stadionie rywala mające 44 "oczka" Atletico 3:1.

Gospodarze stracili pierwszą bramkę w 16. minucie, kiedy do siatki trafił przewrotką Brazylijczyk Casemiro. W 25. po sytuacji sam na sam wyrównał Francuz Antoine Griezmann, choć do uznania trafienia potrzebna była analiza VAR, gdyż boczny arbiter podniósł chorągiewkę i sygnalizował spalonego.

Później gole strzelali już tylko goście - w 42. minucie Sergio Ramos z rzutu karnego, podyktowanego za faul na Brazylijczyku Viniciusie, choć i tu nie obyło się bez kontrowersji, oraz Walijczyk Gareth Bale (74.). Od 80. minuty gospodarze grali w dziesiątkę, ponieważ boisko po drugiej żółtej kartce musiał opuścić Ghańczyk Thomas Partey.

Bale zdobył tego dnia setną bramkę w barwach "Królewskich", ale wywołał też oburzenie fanów Atletico, pokazując im "gest Kozakiewicza". Wcześniej Walijczyk był wyszydzany, ponieważ zdobył dotychczas tylko jedną bramkę w 18 konfrontacjach z tym rywalem.

Czołowa trójka ma dużą przewagę nad pozostałymi zespołami ekstraklasy. Czwarta Sevilla, która w niedzielę dopiero w końcówce, i to grając w dziesiątkę, uratowała remis 2:2 z Eibar, ma 37 punktów. Dalej sklasyfikowane są Getafe - 35, Betis Sewilla i Alaves - po 32. Ta ostatnia ekipa będzie miała okazję poprawić dorobek w poniedziałek, gdy podejmie Levante.