Kat Polaków strzelił gola Atletico
Kibice, którzy oglądali we wtorek półfinałowy pojedynek Paris Saint-Germain z Bayernem Monachium w środowy wieczór mogli czuć się zawiedzeni. W stolicy Francji było wielkie widowisko okraszone aż dziewięcioma golami. W Madrycie, zwłaszcza w pierwszej połowie działo się znacznie mniej. Dopiero tuż przed przerwą mecz nabrał większych emocji, a stało się to za sprawą gola dla Arsenalu.
W 44. minucie w polu karnym faulowany został Viktor Gyokeres. Kat Polaków z barażowego meczu o awans do mistrzostw świata po chwili sam skutecznie wykonał jedenastkę.
Pech Arsenalu, szczęście Atletico
Podopieczni Diego Simeone na drugą część meczu wyszli zdecydowanie bardziej ofensywnie usposobieni. Od razu ruszyli na bramkę rywali. Do 56. minuty "Kanonierom" udało się zachować czyste konto. Jednak w końcu szczęście uśmiechnęło się do Atletico. Po stałym fragmencie gry piłka trafiła w dłoń jednego z graczy Arsenalu i po analizie VAR sędzia podyktował rzut karny dla miejscowych.
Do piłki ustawionej na jedenastym metrze podszedł Julian Alvarez. Argentyńczyk mocnym uderzeniem nie dał bramkarzowi żadnych szans na skuteczną interwencję.
Piłkarzom Atletico do wygranej zabrakło precyzji
Po doprowadzeniu do remisu ataki zespołu z Madrytu nie ustały. Atletico konsekwentnie dążyło do zdobycia drugiej bramki. Okazji nie brakowało, ale z precyzją było już gorzej i w efekcie wynik nie uległ już zmianie.
Może końcowy rezultat byłby inny, gdyby w 78. minucie arbiter nie zmienił swojej decyzji i nie anulował rzutu karnego dla "Kanonierów". Danny Makkelie początkowo dopatrzył się przewinienia Davida Hancko, ale po obejrzeniu powtórki na monitorze VAR Holender uznał jednak, że przepisy nie zostały naruszone.
Remis oznacza, że w rewanżu ciężko wskazać zdecydowanego faworyta. Minimalną przewagę może mieć Arsenal, który będzie miał atut w postaci własnego boiska i gry przed swoimi kibicami.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.
