Gdyby nie był pewny wyjazdu na Euro, mógłby się wściekać, że strzelono mu 3 gole, nie dając przy żadnym większych szans. Gdy jest w dobrej formie, w takich sytuacjach pomaga jednak kolegom.
W Austrii też pomoże.
Kilka razy włączył się do akcji ofensywnych, ale w obronie zagrał koszmarnie: to on faulował przed pierwszym golem, nie zdążył za Onyewu przy drugim, a niewiele brakowało by tuż przed
przerwą zaliczył "asystę" dla USA i zawalił jeszcze jedną bramkę po przerwie.
Nie był w stanie poradzić sobie ze skocznymi napastnikami USA, walkę powietrzną zdecydowanie przegrał. Gdy jednak piłka była na ziemi, błędów nie robił.
Dobrze zaczął jako stoper, ale potem silni fizycznie napastnicy gości pokazali mu, jak trudno odebrać piłkę rywalowi, umiejętnie się zastawiającemu. Nawet tylko kwadrans drugiej części pozwolił mu udowodnić, że jest zdecydowanie lepszy jako defensywny pomocnik - już wcześniej intuicyjnie wychodził do przodu. Wszechstronność pewnie pomoże mu wywalczyć wyjazd na Euro.
Słaby w destrukcji, powolny, niepewny. Dawne rajdy lewą stroną nadal pamiętamy tylko ze Stadionu Śląskiego. Po jego fatalnej pomyłce idealną szansą, by podwyższyć na 3:0 miał Landon Donovan.
Poza efektowną pierwszą akcją i dryblingiem nie pokazał zbyt wiele. Zero udanych dośrodkowań to wynik dyskwalifikujący bocznego pomocnika. Schodził czasem bliżej środka, bliżej napastników, ale i tam nie błyszczał.
Ilość straconych przez niego piłek była porażająca. Podobnie jak Radomskiemu zamiana pozycji po przerwie i przesunięcie do defensywy wyszło mu na dobre, ale nie na tyle, by mecz z USA zaliczył do udanych. Jeden dobry, zaskakujący strzał z dystansu, najpoważniejszy przed przerwą test dla Howarda, też oceny ogólnej nie zmienia.
Już przed przerwą pokazał, że należy do tych, od których Beenhakker jeszcze długo będzie zaczynał ustalać skład. Nie tylko dał sobie radę w destrukcji, ale kilka razy błysnął udanymi
dryblingami i celnymi podaniami. Próbował kreować grę. Na tle kolegów - profesor.
Jeśli nie grając w Niemczech jest w tak dobrej formie, to... niech nadal nie gra w Wolfsburgu. Dwa celne strzały, kilka ciekawych akcji i dowód dużej klasy.
Bardziej ofensywny pomocnik niż napastnik, okazji bramkowej wręcz nie mógł mieć, tak grał cofnięty. Walczył, szukał gry i pretensji do niego większych mieć nie można. Ale i chwalić nie bardzo jest za co.
To on w ogóle był na boisku? Nie dostawał prostopadłych podań, do których starał się wychodzić, ale i nie bardzo dał kolegom szansę znalezienia Brożka na dobrej pozycji. Zepsuł nawet dwie kontry, po jednej zirytował nawet parnerów. Schodził z boiska ze spuszczoną głową. Nie pokazał tego, co Beenhakker nazywa "international level".
Kolejny dowód, że jest jedyną alternatywą dla zdrowego Błaszczykowskiego.
Ambitny, dobrze dośrodkowujący, szukający piłki i kolegów. Inny piłkarz niż zagubiony Garguła z GKS.
Przywitany owacyjnie gola nie strzelił, ale zadbał, by po przerwie w ogóle istniał polski atak.
Oddał dwa groźne strzały, dając nadzieję, że wiara Leo Beenhakkera w jego klasę nie jest bezpodstawna.
Grał najkrócej, ale bez kompleksów.