W życiu trzeba być konsekwentnym, odpornym i jednocześnie wrażliwym. Ja taki jestem. Nigdy się na nikogo nie obrażam, potrafię wybaczać. Może pan zapytać morderców mojej mamy, którzy
siedzą w więzieniu. Przez lata uodporniłem się. Szkoda czasu na pielęgnowanie nienawiści.
Nieprawda, mój najnowszy pseudonim to Teflon, brzmi znacznie lepiej.
Chcę zrezygnować, ale wtedy, kiedy sam o tym zdecyduję. A nie wyrzucany na siłę, z zarzutami, które są stekiem bzdur. W PZPN przeprowadzono wszystkie możliwe kontrole i żadnych poważnych
nieprawidłowości nie stwierdzono. Nawet ABW szukało dowodów na nielegalny handel biletami. No i co? Wszystkie sprawy umorzono. Atak na mnie to była doraźna polityczna akcja. Tym bardziej
niesprawiedliwa, że przecież państwo tak naprawdę nie daje żadnych środków na działalność niezależnego związku. Ingerencja władz w związki sportowe zdarza się tylko w krajach
postkomunistycznych. Jestem dumny, że obroniliśmy niezależne stowarzyszenie przed politycznymi atakami.
Walka z korupcją jest obowiązkiem. Tyle że od tego jest prokuratura i sądy. Nie można mnie obarczać odpowiedzialnością za to, że ktoś gdzieś kupił jakiś mecz.
Tych, którzy krzywdząco nazywają nas ciemnogrodem i leśnymi dziadkami, zapraszam na pojedynek. Jestem w stanie stanąć w szranki w dziedzinie, literatury, filmu, teatru, muzyki. Proszę bardzo,
mówię serio. Z kulturą jestem na bieżąco. Przeczytałem właśnie „Księgę ziół” Sandora Marai, "Od słowa do słowa" Kopalińskiego, wybieram się na
spektakl "Żar" do Teatru Narodowego z Zapasiewiczem, Gogolewskim i Szaflarską. To tak, jakby w jednym meczu zobaczyć Zidane’a, Ronaldinho i Brigide Prince. Z każdego
wyjazdu przywożę mnóstwo blusowych płyt BB Kinga, Johna Mayalla i innych. Bardzo przeżyłem śmierć mojego idola Tadeusza Nalepy. My w PZPN naprawdę nie jesteśmy intelektualnie ograniczeni.
Nazywanie nas leśnymi dziadkami jest krzywdzące.
A czym mam się przejmować? Że kibice w Belgradzie krzyczeli Listkiewicz to k...? Trochę mam za to pretensje do mediów, które na mnie tylko plują. Piszecie, że Euro 2012 załatwił Surkis,
2008 Beenhakker. Wszyscy, tylko nie Listkiewicz. Ja jestem wyłącznie do kopania.
Pamiętam ten wywiad w DZIENNIKU. Pani Jakubiak jeszcze dodała, że ministerstwo, mając do dyspozycji 140 pracowników, nie było w stanie wygrać batalii z wielotysięczną armią ludzi z PZPN. To
było bardzo śmieszne. Pani minister powinna wiedzieć, że w PZPN pracują 42 osoby. A zatem siły były 140 do 42. Natomiast co do mojej pozycji w Europie to prawda. Przez lata sobie na nią
zapracowałem. Byłem na każde zawołanie, zawsze lojalny, pomagałem w różnych sprawach sędziowskich, koordynowałem organizacją podczas mistrzostw świata itp. Z tego płyną korzyści dla
całego polskiego futbolu. Przypomnę nieskromnie, że za mojej kadencji dwa razy awansowaliśmy do finałów mistrzostw świata, raz do mistrzostw Europy i jeszcze przyznano nam organizację Euro
2012. Kilka dobrych decyzji podjąłem. Miałem nosa do zatrudniania selekcjonerów. Uważam, że w decydującym zwycięstwie nad Belgią też miałem. Zaryzykowałem i przedłużyłem kontrakt z
Beenhakkerem. Dzięki temu nikt nie musiał zaprzątać sobie głowy innymi sprawami poza grą.
Bzdura, Serbowie powinni zająć się swoimi problemami. Ten facet, który zagrał do Smolarka, kilka minut wcześniej strzelił przecież tak, że gdyby nie cudowna interwencja Boruca, to
stracilibyśmy gola.
Ja go nie opowiadałem. Uważam, że był słabym ministrem, ale złego słowa na niego nie powiem. Spotkała go osobista tragedia. A czyjeś nieszczęście nie może być powodem do jakiejkolwiek
satysfakcji.
Najbardziej dziwi mnie fakt, że nawet w tej sytuacji, kiedy awansowaliśmy pierwszy raz w historii do finałów mistrzostw Europy, są tacy, którzy kontestują ten sukces. Twierdzą, że mieliśmy słabą grupę itd. A przecież nawet laik przyzna, że Beenhakker zmienił ten zespół mentalnie. Generalnie nie ma już takiego problemu jak po porażce z Finlandią. Nawet z Wojciechem Łazarkiem, który nie był przychylny Holendrowi, dali sobie z dubeltówki i zrobili niedźwiedzia. Wojtek zaczął mówić do Beenhakkera pieszczotliwie per Leoś.
Kolejna bzdura. Przecież UEFA nie ogłosiła nawet zasad, w jaki bilety będą rozprowadzane. Ma to zostać ogłoszone dopiero za jakiś czas. Zapewniam, że zasady będą przejrzyste i
sprawiedliwe, a PZPN rozliczy się z każdego biletu co do sztuki. Problemem może być tylko miejsce rozgrywania spotkań. Lepiej np. grać w Bazylei niż w Zurychu, gdzie jest znacznie mniejszy
stadion. Biletów będzie brakować, bo stadiony w Austrii i Szwajcarii są znacznie mniejsze niż choćby te podczas ostatnich mistrzostw świata w Niemczech.
Poprosił mnie o znalezienie jakiegoś mieszkania zamiast pokoju w hotelu. Nie dziwię się, w hotelu człowiek kapcanieje.
Kiedy mówiłem, że nie będę kandydować, byłem rozbity psychicznie, zaszczuty, sponiewierany. Teraz sytuacja jest inna. Dostaliśmy ogranizację mistrzostw Europy. Nie odpuszczę tego.
Przyczyniłem się poczęcia i chcę być przy narodzinach. Jako prezes lub w jakiejś innej roli.