Po rozegranych wczoraj kwalifikacjach wszyscy wymieniali naszego skoczka jako zwycięzcę rozpoczynającej się dziś o godzinie 10 polskiego czasu rywalizacji. "Adam wygląda na bardzo pewnego siebie. Może nawet za bardzo, ale jest faworytem. Ciężko będzie go pokonać" - przyznał zwycięzca kwalifikacji Thomas Morgenstern. "Udało mu się zrobić na nas wrażenie. To faworyt konkursu na Miyanomori" - mówił mistrz świata z dużego obiektu Simon Amman. "Uważam tak samo, Adam zrobił na tej zwariowanej skoczni coś wspaniałego" - dodał trener Szwajcara Berni Schoedler.

Ciekawe, że wszystkie te komplementy rywale i ich szkoleniowcy wygłaszali na podstawie jednego, na dodatek treningowego skoku Małysza. Po tym jak w serii próbnej wylądował na 99. metrze, 5 m dalej od drugiego na treningu Morgensterna, Polak zrezygnował z udziału w kwalifikacjach i wrócił do hotelu. Decyzja o wycofaniu Małysza z kwalifikacji została podjęta zbiorowo, ale szybko. Po skoku treningowym trener Hannu Lepistoe zapytał o zdanie swoich asystentów i samego skoczka.

"Oni byli za odpuszczeniem kwalifikacji, mnie to było obojętne. Po chwili Hannu stwierdził: to wracaj" - opowiadał zawodnik. "Pierwotnie piątek i tak miał być dniem odpoczynku. Gdyby wcześniejsze treningi nie zostały odwołane, nie przyjechałbym dziś na skocznię. Postanowiłem jednak na wszelki wypadek sprawdzić, jak się tu czuję. Wyszedł mi dobry skok" - dodał Małysz.

"Jeśli jeden dobry skok kosztuje go tyle wysiłku, że musi odpoczywać, to nie wróżę mu sukcesów w zawodach" - żartował z tego puszczając oczko Mika Kojonkoski. "Adam skoczył na swoim poziomie. Jeśli powtórzy to w konkursie, nie da szans pozostałym" - dopowiedział już poważnie trener Norwegów.

Żeby jego przepowiednia się sprawdziła, Małysz musi skoczyć dziś na luzie. Z tą swobodą, która niesie go kilka metrów dalej niż innych. Może się udać, ponieważ nie słyszał wczoraj tych wszystkich zachwytów i nie czuje presji.