Ponieważ prezes Lato zachował się nieelegancko po meczu ze Słowenią w Mariborze. Najpierw przekazał mi zaproszenie na wtorek do siedziby PZPN, a kilka minut później
powiedział dziennikarzom, że zwalnia Leo. O czym z takim człowiekiem jak Lato można w ogóle rozmawiać?
>>> Czytaj więcej: Beenhakker nie przybył na spotkanie w PZPN
Przyjedzie niebawem. Zostawił tu przecież mieszkanie, samochód, chce się też spotkać z przyjaciółmi. Polska to dla niego nie tylko PZPN.
Tak, bez przerwy do siebie dzwonimy. Wygląda na to, że niektórzy piłkarze przestali mieć w pewnym momencie te same ambicje co Leo.
Niestety, ale wszystko na to wskazuje. Ich postawa podczas meczu ze Słowenią, a także przed nim, jest tego najlepszym dowodem.
>>> Czytaj także: Sponsorzy kadry chcą trenera z zagranicy
Nikogo nie złapaliśmy za rękę, ale słyszeliśmy sporo.
Nie tylko tej jednej, słyszałem, że poprawili także w Mariborze przed samym meczem ze Słowenią. Powtarzam - tak słyszałem.
czytaj dalej
W hotelu Piramida w Tychach, gdzie zawodnicy spędzali noc po meczu, nie byłem, bo już przygotowywałem wszystko na Słowenii. Wiem jednak, że piłkarze poprosili Beenhakkera o możliwość
wyjścia na dyskotekę, Leo odmówił. Tłumaczył im mniej więcej tak: A co powiecie po latach swoim dzieciom i wnukom? Że nie pojechaliście na mundial do Afryki, bo musieliście iść do
dyskoteki? Zrozumcie, walczycie o życie. Niestety, nie do wszystkich to dotarło.
Znam polską mentalność, bo mieszkam tu wiele lat. Nie przyszło mi jednak do głowy, że w tak ważnym momencie, kiedy ważą się losy awansu, zachowają się tak po amatorsku. Kiedyś jak w
kadrze był jeszcze asystent Bobo Kaczmarek, dziwiłem się, że śpi z otwartymi drzwiami w pokoju i mnie też radził czuwać przed windą. Dziwiłem się, że niektórym nie ufa i jest dla nich
wręcz opryskliwy. Teraz wiem dlaczego. Miał rację. Tych ludzi nie da się traktować poważnie.
Na pewno błędem było mieszkanie w dużych hotelach, z których łatwo się wymknąć. No i to, że przed każdym pokojem nie postawiliśmy strażnika. Tylko, ludzie, co to ma wspólnego z
zawodowym futbolem? Leo pracuje w tym fachu wiele lat, ale z czymś takim się wcześniej nie spotkał.
Gdyby nie kontuzja, w bramce stałby Łukasz Fabiański. Mieliśmy też pomysł, żeby wziąć na te najważniejsze mecze Jerzego Dudka. Ale on już po prostu nie chciał grać w kadrze.
Dobrze pan kombinuje. Według moich informacji, działacze po meczu z Irlandią Płn. w Chorzowie przekazali zawodnikom, że Beenhakkera już nie ma. Morale zespołu siadło, zresztą tak na mój
gust to wielu graczom zwyczajnie już się nie chciało. Tak naprawdę z kadry nie mają dużych pieniędzy, a to dla wielu jest najważniejsze. Pierwszy sygnał, że piłkarzom się zwyczajnie nie
chce, odebraliśmy już przed zgrupowaniem w RPA w czerwcu. Dziesięciu zawodników podstawowego składu odmówiło wyjazdu, zasłaniając się różnymi sprawami. A przecież to był oficjalny
termin UEFA i wszyscy mogli jechać. Namawiałem wtedy Leo, żeby zrezygnował, ale ten miał w głowie tylko mundial i wierzył, że jednak się tam dostaniemy.
czytaj dalej
Też mi jest przykro. Ale z drugiej strony zawodnicy widzą, jak wyglądają władze związku, jakie jest podejście, to też im się odechciewa. Atmosfera na linii Leo - PZPN była po prostu
fatalna, nie do zniesienia.
>>> Czytaj więcej: Beenhakker o pijanym Lacie
Leo się wkurzał, bo działacze na zgrupowania jeżdżą w zupełnie innym celu niż drużyna. My jedziemy tam zawodowo, trener chce poskładać drużynę, potrenować, zmobilizować, a oni są
turystami. Bawią się, konsumują. Te dwa światy zderzają się w hotelach i dochodzi do napięć.
Tu nie chodzi tylko o podróże, ale także o pobyt w hotelach, obecność na treningach, a nawet w szatni przed meczem itd. Nie może być tak, że piłkarze widzą w drodze na mecz, jak ich bądź
co bądź przełożeni bawią się w najlepsze. W samolocie jeden z nich krzyczy do drugiego, który kiwa się przed toaletą: Heniu, masz jedzenie na krawacie, a on konsumuje tę resztkę z krawata,
a później idzie do Leo po autograf. Przecież to jest niesmaczne. Nie może tak być, że drużyna wybiega na rozgrzewkę, wraca do szatni, a tam jak zwykle bardzo zmęczony pan Olkowicz w
towarzystwie pana Bugdoła i Laty. I coś mówią do zawodników, że Leo cieszy się zaufaniem zarządu. Nie może być tak, że pan Placzyński, który jest w PZPN najważniejszy, na lotnisku w
obecności dziennikarzy atakuje Jacka Krzynówka, bo nie podobało mu się, jak zagrał. Nie jest normalne, że pan działacz Greń zaprasza do małego hotelu w Bydgoszczy swoich znajomych, którzy
plują na nas i głoszą, że ja z Leo handlujemy piłkarzami.
>>> Czytaj więcej: Lato o barowych upodobaniach Beenhakkera
Błędy były, to oczywiste. Zgadzam się z prezesem, że warunki mieliśmy dobre, i nawet jestem w stanie uwierzyć, że Lato chce dobrze i doskonale rozumie, o co nam chodzi. Za jego plecami stoi
jednak cała ta banda, która wykonuje złą robotę. Z nią polski futbol nie ma wielkich szans.
O tym, co działo się wokół kadry w ostatnich latach, i ja, i Leo jesteśmy w stanie pasjonującą książkę napisać. Niewykluczone, że się kiedyś na to zdecydujemy.