Crvena szybko strzeliła gola w Poznaniu
Crvena Zvezda to najbardziej utytułowany serbski klub piłkarski w historii. Rywale Lecha mogą liczyć nie tylko na wsparcie kibiców, sponsorów, ale również najwyższych władz swojego kraju z prezydentem Aleksandarem Vučiciem na czele. Budżet serbskiej drużyny znacznie przerasta możliwości finansowe Lecha.
Goście w środowy wieczór szybko objęli prowadzenie. Już w 9. minucie do bramki gospodarzy trafił Rade Krunic. W polu karnym Lecha piłkę opanował Cherif Ndiaye i wyłożył ją Bośniakowi jak na tacy. 31-latek nie miał problemu z pokonaniem Bartosza Mrozka. Golkiper "Kolejorza" sięgnął futbolówkę rękoma, ale nie zdołał zapobiec, by wpadła ona do jego siatki.
Lech obudził się po stracie bramki
Stracony gol na piłkarzy Lecha podziałał jak zimny prysznic. Podopieczni Nielsa Frederiksena przebudzili się i przejęli inicjatywę. Efektem tego była bramka zdobyta przez Mikaela Ishaka. w 34. minucie kapitan mistrzów Polski popisał się kapitalnym uderzeniem z powietrza.
W drugiej połowie do siatki trafili tylko goście
W drugiej połowie gole strzelała niestety już tylko Crvena Zvezda. Najpierw, w 51. minucie drugi raz w tym meczu Mrozka pokonał Krunic. Pomocnik gości wykazał się największym sprytem w zamieszaniu po stałym fragmencie gry.
Wynik spotkania na 3:1 w 73. minucie ustalił Bruno Duarte. Lechici pogubili się przy wyprowadzaniu piłki spod własnej bramki. Strata zakończyła się bramką Brazylijczyka.
Lech na pewno będzie grał w Lidze Konferencji
Po pierwszym meczu trzeciej rundy szanse Lecha na awans do kolejnej fazy eliminacji do Ligi Mistrzów praktycznie są zerowe. Porażka w dwumeczu z Crveną Zvezdą nie oznacza jednak, że "Kolejorz" nie zagra w tym sezonie w fazie ligowej europejskich pucharów.
Mistrz Polski nawet jeśli przegra z mistrzem Serbii i nie poradzi sobie z kolejnym rywalem (KRC Genk) w czwartej rundzie eliminacji Ligi Europy, to trafi do Ligi Konferencji. Natomiast w przypadku wyeliminowania Crveny Zvezdy w czwartej rundzie eliminacji Ligi Mistrzów Lech zagra z Dynamem Kijów lub cypryjskim Pafos FC.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.