Zimoch. Gwiazda igrzysk w Vancouver
Tomasz Zimoch, obok Justyny Kowalczyk i Adama Małysza, został gwiazdą igrzysk. Jego komentarze, już kilka minut po zakończeniu transmisji z zawodów, pojawiały się na YouTubie, Facebooku, Twitterze. Powstają nawet zbiory najlepszych powiedzonek Zimocha w portalach społecznościowych.
- Małysz trzeci, ale zwycięstwo było blisko
- Kto okradł Adama Małysza?
- "Akcja Etego" - czyli sportowe wpadki
- Zimoch o Kowalczyk: Zakwitłaś jak kaktus!
- Norweżki najlepsze w sztafecie
- Małysz drugi w Lahti. Znów za Ammannem
- Radiowiec: Kowalczyk w wannie niepewności
- Iraschko wygrała drugi konkurs w Zakopanem
- Justyna biegnie po małą kryształową kulę
- Dariusz Szpakowski ma dziś swoje święto
- Kowalczyk ma już Kryształową Kulę!
- Mistrzostwa Polski w saneczkarstwie na... Łotwie
Pogoda
POLSKA
Poniedziałek 2012-02-13

temp. min -24°C max. 2°C
opady:
śladowe opady
Twoje miasto:
Program TV
Sprawdź program swojej ulubionej stacji:
Skąd ci wszyscy ludzie mają mój numer telefonu? - łapie się za głowę Tomasz Zimoch. "Tomek, jesteś artystą i poetą dziennikarstwa radiowego. Telewizyjne relacje były puste, suche i przemądrzałe. Ty lałeś nam miód na uszy i serca. Gratuluję i dziękuję. Pozdrawiam z Białegostoku" - napisał do komentatora Jan Smyk. Bo Justyna Kowalczyk i Adam Małysz to niejedyne polskie gwiazdy igrzysk olimpijskich w Vancouver. Dla milionów fanów sportu jest nią także Tomasz Zimoch.
Jego komentarze, już kilka minut po zakończeniu transmisji z zawodów pojawiały się na YouTubie, Facebooku, Twitterze. Posłuchać, jak emocjonował się walką Justyny Kowalczyk o złoto, zechciało już 400 tys. osób. Powstają zbiory najlepszych powiedzonek Zimocha i grupy jego fanów w portalach społecznościowych. - Jaki tam ze mnie fenomen? Ja jestem zwykły szaraczek, żuczek - odpowiada komentator. Przyznaje jednak, że od początku olimpijskich zmagań dostaje setki SMS-ów, e-maili, telefonów z podziękowaniami. - W czasach gdy telewizja wkracza już niemal wszędzie, okazuje się, że radio wcale nie jest skazane na porażkę. Dziękuję Bogu, że mogłem relacjonować te igrzyska - mówi Zimoch i podkreśla, że właśnie spełnia swoje marzenia.
Nie lubi sztampy
O pracy w radiu 52-letni komentator marzył od dziecka. Pierwsze wywiady przeprowadzał z ojcem, który miał za zadanie wcielać się w rolę kolejnych sportowców. - Brałem patyk i już miałem mikrofon. Albo robiłem relacje w aucie - jechaliśmy z tatą, ja siedziałem z tyłu i wystawiałem do niego nogę, a on odpowiadał na moje pytania - wspomina. Do radia trafił na drugim roku studiów. - Pierwszym kierunkiem było prawo. Kiedy jednak nadarzyła się możliwość praktyk w radiu, od razu z niej skorzystałem. W redakcji sportowej dostrzegł mnie Bogdan Tuszyński, zatrudnił, a potem zaproponował przejście z Łodzi do Warszawy. Tak się zaczęło - opowiada. Prawo jednak skończył. - Zrobiłem aplikację sędziowską i miałem nawet zapewniony etat, co było wtedy dużym wydarzeniem. Kiedy zrezygnowałem, koledzy pukali się w czoło - opowiada.
Nad swoim stylem pracował latami. Ostatnio z Adama Małysza zrobił krogulca, Justynę Kowalczyk nazwał kaktusem. Mimo to profesor Jan Miodek lubi go słuchać. - Jestem pełen podziwu dla Tomka. Mówi ładnie, spontanicznie, bez wysiłku, nie zastanawia się. Jest godnym następcą Bohdana Tomaszewskiego, Witolda Dobrowolskiego, Bogdana Tuszyńskiego. Mam jedynie wątpliwość, czy w jego komentarzu nie ma zbyt dużego natężenia figur stylistycznych. Muszę mu powiedzieć, by na to uważał - ocenia językoznawca.
- Skąd czerpię inspiracje? Z życia - czytam, słucham muzyki, oglądam filmy, chodzę do muzeum. Ludzie pytali mnie o krogulca przy skoku Małysza. Przed wyjazdem do Kanady słuchałem reportażu radiowego o tych drapieżnikach. I nagle, gdy zobaczyłem skaczącego Adama, od razu przyszedł mi na myśl krogulec, bo Małysz skakał tak agresywnie, zadziornie, atakował w powietrzu - tłumaczy Zimoch. - Przed rokiem Justyna Kowalczyk sama powiedziała mi, że w okresie startowym jest pobudzona jak kaktus. Przypomniało mi się to, gdy biegła po medal. Spędziłem dużo czasu, czytając o kaktusach. Justyna rzeczywiście jest jak kaktus, znam ją od wielu lat, dlatego tłumaczyłem, że w okresie startowym ta ambitna dziewczyna walczy sama z sobą, kumuluje emocje, chodzi własnymi ścieżkami - dodaje.
Zimoch twierdzi, że komentuje wydarzenia sportowe bez wcześniej nakreślonego planu. - To nie sztuka teatralna, tego nie da się wyreżyserować - podkreśla. - Jeśli kibic, słuchając mnie, ma wrażenie, że siedzi tuż obok, widzi i czuje to co ja, wiem, że mi się udało. Dlatego staram się być na zawodach wcześniej, poczuć atmosferę. Nie idę od razu do kabiny komentatorskiej. Stoję z kibicami, chcę dotknąć śniegu, poczuć, jak pachnie, bo radiowiec musi też mówić o zapachu. Za każdym razem mam tremę, po chwili wpadam jednak w trans i o niej zapominam. Wywieszam sobie w oknie kabiny biało-czerwoną flagę, identyfikuję się z naszymi - to rada, którą przekazał mi psycholog sportu profesor Jan Blecharz - zdradza.
Czytaj dalej >>>


















































~loverka2010-09-26 12:55
kocham Tomka Zimocha :D
Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.
Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!