Całą sprawę na swoim firmowym blogu opisuje zbulwersowany właściciel urządzenia GPS. Wytyka kitesurferowi Janowi Lisewskiemu szereg niedociągnięć organizacyjnych, brak zezwoleń czy niefrasobliwość.
- pisze właściciel urządzenia.
Dalej opisuje, jak nieodpowiedzialnie - jego zdaniem - działał Jan Lisewski.
Właściciel urządzenia podkreśla, że postawa Lisewskiego oburza go podwójnie, gdyż przez cały czas poszukiwań poświęcał swój prywatny czas, by pomóc w jego odnalezieniu.
Polski kitesurfer chciał przepłynąć Morze Czerwone. Problem zaczęły się, kiedy ucichł wiatr. Polak zaginął. Do akcji ruszyły saudyjskie służby ratunkowe, które odnalazły Lisewskiego. Miał on zastrzeżenie do sprawności służb, mimo że Saudyjczycy nawet nie zająknęli się o pokryciu kosztów akcji. Kitesurfer opowiadał też, jak nożem walczył z rekinami na morzu.