Brązowy medal zdobył Brytyjczyk Jamie Webb.

Reklama

To dopiero pierwszy sezon Dobka na dystansie 800 m. Jeszcze przed mistrzostwami Europy mówił, że to tylko przerywnik, a latem wraca do rywalizacji an 400 m ppł. Teraz nie jest już tego taki pewien. Tym bardziej, że jego trenerem jest teraz Zbigniew Król, czyli jeszcze niedawny szkoleniowiec Kszczota.

"Zaryzykowałem, ustawiłem się na końcu stawki i czekałem. Nie wiedziałem, kiedy grupa ruszy. Byłem cały czas czujny i próbowałem kontrolować ruchy rywali. Musiałem szybko zmieniać rytm, tak jak jest to na płotkach. A na 200 m do mety zrobiła się luka, i pomyślałem: teraz albo nigdy" - opowiadał przebieg biegu Dobek, który na mecie miał czas 1.46,81. To też jego rekord życiowy.

Taki styl biegania był dotychczas charakterystyczny dla... Kszczota, który ma w swoim dorobku trzy złote medale tej imprezy. Zresztą to "polska" konkurencja od lat. W ostatnich sześciu HME biało-czerwoni triumfowali na tym dystansie pięć razy. W 2011, 2013 i 2017 zwyciężał Kszczot, w 2015 Marcin Lewandowski.

O niespodziance można mówić także w kontekście Borkowskiego. Uzyskał on czas 1.46,90, a srebro wywalczył na ostatnich metrach, popisując się znakomitym finiszem.

"Uszczypnijcie mnie. Nie wierzę w to. Wiedzialem, ze jestem dobrze przygotowany. To był bieg moich marzen. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak łatwo" - śmiał się przed kamerą.

Na 150 m przed metą potknął się Kszczot i jego zdaniem był to decydujący moment. "Wytrącenie z rytmu w tym miejscu kosztowało mnie medal. Bieg trudny, bo pierwsze 250 m mocne, a później duże zwolnienie. Szukałem okazji, żeby się przesunąć, ale jej nie było" - opowiadał dwukrotny wicemistrz świata, który od roku trenuje z Tomaszem Lewandowskim. W niedzielę uzyskał czas 1.47,23.

Halowe mistrzostwa Europy w Toruniu kończą się w niedzielę.