35-letni Siódmiak, autor słynnego gola podczas MŚ 2009 w ostatnich sekundach meczu z Norwegią, który zapewnił Polsce awans do półfinału (w konsekwencji możliwość zdobycia brązowego medalu), podsumowując szwedzki turniej zauważył, że brakowało m.in. gry zespołowej.

Reklama

"Czasami na boisku zawodziła dyscyplina taktyczna. Wielokrotnie graliśmy zbyt szybko, zbyt nerwowo. Każdy chciał coś zrobić, tyle że to nie była gra zespołowa. Braku woli walki na pewno nikt nam nie może zarzucić. A że nie wychodziło i czasami każdy ciągnął w swoją stronę, to inna sprawa" - powiedział obrotowy TuS N-Luebbecke.

Według Siódmiaka, on i jego koledzy uwierzyli w swoje możliwości po wygranym meczu z Koreą Płd. Właśnie wtedy w zespole powiało optymizmem. Gra się zazębiała i wydawało się, że zwycięski marsz będzie trwał.

"Mieliśmy dobre i złe chwile. Na początku turnieju graliśmy dość przeciętnie. Potem przyszedł mecz z Koreą, w którym w drugiej połowie potrafiliśmy się odbudować. To zaczynało funkcjonować tak jak powinno. Przed meczem ze Szwecją byliśmy optymistami. Tymczasem w drugiej połowie przytrafiły się proste błędy i niewykorzystane przewagi. Doprowadziło to do tego, że przegraliśmy. To nam trochę podcięło skrzydła" - przypomniał.

W pierwszym spotkaniu rundy zasadniczej Polacy przegrali tylko jedną bramką z - jak się później okazało - finalistami mistrzostw, Duńczykami. Zdaniem Siódmiaka, do tego meczu Polacy także przystępowali z doskonałym nastawieniem, ale tym razem zabrakło trochę szczęścia.

"Z Duńczykami znowu wyszliśmy +naładowani+, jednak ponownie dyscyplina taktyczna zawodziła. Oddawaliśmy rzuty z nieprzygotowanych sytuacji. W drugiej połowie jeszcze raz się odrodziliśmy. Pokazaliśmy kibicom i sobie, że można. Los jednak się do nas nie uśmiechnął. Przegraliśmy walkę o półfinał i na pewno morale trochę opadło" - ocenił.

Siódmiak zaprzecza stwierdzeniom, że w końcówce turnieju polscy szczypiorniści wychodzili na boisko bez wiary w zwycięstwo, stawiając się na z góry straconej pozycji.

"Nie zgodzę się, że zostawiliśmy głowy w szatni przed ostatnimi trzema meczami. Do spotkania z Węgrami o siódme miejsce byliśmy dobrze nastawieni. Niestety, mieliśmy znowu przestój w pierwszej połowie i to się zemściło. W głupi sposób roztrwoniliśmy przewagę i zeszliśmy do szatni z minus dwoma bramkami. To miało ogromny wpływ na naszą postawę. Straciliśmy kolejne bramki i potem znów gonienie, gonienie króliczka, ale tym razem się nie udało" - zakończył Siódmiak.

Reklama