Abramowicz podąża za Świątek jak cień
Świątek coraz częściej daje upust swoim emocjom na korcie. Uderzanie rakietą o podłoże, nerwowa gestykulacja i sprzeczki ze sztabem szkoleniowym stają się powoli stałym elementem spotkań z udziałem naszej tenisistki. Nie brakuje opinii, że za tatki stan rzeczy odpowiada Abramowicz. Według wielu praca psycholożki nie przynosi efektów, a wręcz jest coraz gorzej.
Świątek i Abramowicz współpracują od dawna. Są niemal nierozłączne psycholożka nie odstępuje tenisistki ani na krok. Towarzyszy jej nie tylko na korcie, ale również w życiu codziennym. Wszędzie gdzie pojawia się Świątek, to jak cień podąża za nią Abramowicz.
Gdy Świątek seryjnie wygrywała turnieje, to prawie nikt nie zwracał uwagi na relacje łączące obie panie, a przynajmniej zajadle ich nie krytykował. Jednak obecnie, kiedy wyniki nie są już tak oszałamiające, to wielu winy za taki stan rzeczy szuka w osobie Abramowicz.
Według ekspertów Abramowicz nie pomaga Świątek
Według wielu granica, którą powinna dzielić sportowca z psychologiem już dawno została przekroczona. Ten układ i wynikającą z niego relację krytykują nie tylko kibice. Eksperci również dokładają swoje trzy grosze.
Nie znam drugiego takiego przypadku, że zawodnik dzień i noc spędza z psychologiem. Są wspólne wakacje, mecze i kino. Znowu coś nie działa. Może w okresie przygotowawczym warto pojechać na urlop osobno. Nawet na tydzień dać sobie spokój - powiedział Szostaczko.
W Australian Open i w Dausze nie było widać, żeby cokolwiek pomagało ze strony Abramowicz. Iga jest kłębkiem nerwów, nie ma mechanizmów, które mogłaby wprowadzić w życie, np. na zasadzie języka migowego. Świat zaczyna patrzeć na ten układ inaczej, innymi oczyma - uważa Sidor.
Ojciec Świątek murem za Abramowicz
Komentarze Sidora i Szostaczko nie spodobały się Tomaszowi Świątkowi. Ojciec tenisistki w mediach społecznościowych ostro zareagował na słowa obu ekspertów.
Co żeście obaj osiągnęli? Prawie nic, zajmijcie się swoimi ogonkami. G**no wiesz, jeden z drugim, w nogach śpisz - napisał Świątek.