Mistrz olimpijski i siedmiokrotny mistrz świata wyjaśnił, że jest miłośnikiem zegarków i oglądając konferencje prasowe wielkich gwiazd sportu zawsze zazdrościł im chronometrów.

Reklama

Kiedy oglądałem w Nowym Jorku Rafaela Nadala i zauważyłem jego zegarek szybko stwierdziłem, że też chcę taki mieć. Mało myśląc napisałem krótkiego maila do dyrektora marketingu i ku mojemu zaskoczeniu natychmiast dostałem odpowiedź, że firma dobrze mnie zna i jest zainteresowana sponsoringiem. Za kilka dni przysłano mi zegarek i to w tzw. wersji sygnowanej, czyli z moim nazwiskiem - powiedział biathlonista na antenie telewizji NRK.

Norweg wyjaśnił, że jego kontakt z producentem, firmą Richard Mille polegał na myśli: "albo się uda albo nie, ale próbować należy zawsze - teraz zorientowałem się, że oni jednak interesują się biathlonem i znają moje nazwisko. To było bardzo przyjemne, nie mówiąc już, że takiego zegarka raczej nigdy nie kupiłbym za własne pieniądze".

Dodał, że używa go podczas zawodów, ponieważ nie potrzebuje chronometrów z pulsometrem i GPS. "Moi rywale go zauważyli i naprawdę mi go zazdroszczą” - dodał.

Według wyliczeń szwedzkiego dziennika "Aftonbladet" to potwornie drogi zegarek i kosztuje w zależności od wersji 140-210 tysięcy euro, a Boe otrzymał najdroższy - biathlonista w ubiegłym sezonie PŚ, w którym odniósł 16 zwycięstw zarobił na premiach równowartość "zaledwie dwóch takich zegarków".