"Gra 80 procent zawodników z polskiej ligi. Połowa chodzi jeszcze do kasyn, reszta siedzi w domu i gra w internecie" - mówi Tomasz Hajto. "To największa plaga dzisiejszej piłki. Już się nie pije tak jak kiedyś. " - wtóruje mu Marek Koźmiński.
Kasyna tylko czekają na piłkarzy - to ich najlepsi klienci. Żyją z takich jak oni. W jednym z kasyn To tam świętowali jedno z mistrzostw polski - czytamy w "Magazynie Sportowym".
>>>Sebastian Mila: Jestem i będę hazardzistą
Piłkarze chodzą nie tylko do kasyn, ale też Na treningach - kto pierwszy trafi piłką w poprzeczkę czy słupek. Obstawiali czas przyjazdu autokaru, zakładano się o to, kto ureguluje rachunek w restauracji. Obstawiali także mecze u bukmacherów, choć kontrakty im tego wyraźnie zabraniały.
Na plagę hazardu nie wiele mogą poradzić prezesi i właściciele klubów. Działacze Amiki Wronki wymogli taki zakaz na pojawiających się regularnie w kasynach Tomasza Dawidowskiego, Dariusza Jackiewicz i Grzegorza Króla. Piłkarz nie mieli wstępu do kasy w Poznaniu, Wrocławiu i Szczecinie, ale gry nie zaprzestali. Zaczęli odwiedzać kasyna w Berlinie, który od Wronek dzieli niespełna 200 km.
>>>Piłkarz Wisły był na detoksie
Piłkarze wygrywali ogromne sumy, przegrywali jeszcze większe. Często zdarza się, że zaciągają pożyczki u tzw. ludzi z miasta. Jeden z ligowców zapożyczył się u nich na 100 tys. złotych, musiał oddać 115 tys.
Mariusz Nosal, były piłkarz m.in. Odry Wodzisław, przegrał wszystkie swoje pieniądze, zapożyczył się na ogromne sumy, które również przegrał, a potem ukrywał się przed wierzycielami, którzy mu grozili. Hazard był też jedną z przyczyn samobójstwa Sławomira Rutki, byłego piłkarza Korony.
Niewielu piłkarzy jest w stanie wyjść z nałogu, wrócić do normalnego życia. Kilku stanie na nogi, reszta pogrąży się na dobre.