Wiele wskazuje na to, że olimpijskie zmagania odbędą się w przyszłym roku. Pierwotny termin zakładał rywalizację w Tokio między 24 lipca a 9 sierpnia. Z powodu pandemii koronawirusa stanęło to jednak pod znakiem zapytania. MKOl długo się bronił przed decyzją o przełożeniu igrzysk, ale od kilku dni środowisko sportowe całego świata mocno zaczęło naciskać na zmianę terminu. Oficjalnej decyzji nadal jednak jeszcze nie ma.

Reklama

"Trenuję, choć oczywiście brakuje mi miejsca do profesjonalnego wykonania treningu, ale sobie jakoś radzę. Najważniejsze, że jestem zdrowy i mogę normalnie ćwiczyć. Staram się też maksymalnie dostosować do sytuacji. Unikam jakichkolwiek spotkań, najwięcej czasu spędzam w domu. Wychodzę wyłącznie na trening, a i wówczas wybieram maksymalnie odosobnione miejsca" - zapewnił Lisek.

W normalnych okolicznościach zawodnik Marcina Szczepańskiego przebywałby teraz na zgrupowaniu. To jest jednak niemożliwe. Granice są zamknięte, nie latają samoloty, rząd nawołuje do maksymalnego odizolowania się i siedzenia w domu. Powodem jest szerzący się na całym świecie koronawirus, który zaraził już ponad 390 tys. osób.

"Staram się jak najmniej wychodzić z domu, bo jestem zwolennikiem akcji #zostanwdomu. Uważam, że tylko w ten sposób uda nam się zwalczyć epidemię i całym sercem się do tego przykładam. Chciałbym, by ludzie też podeszli do tego poważnie. To mnie jednak niepokoi, bo jadąc na trening do lasu widzę bardzo duże skupiska ludzi siedzących w słoneczny dzień i jedzących kiełbaski z ogniska" - przyznał.

On sam nie chciałby się wypowiadać, jaka powinna być decyzja MKOl. Nie czuje się do tego kompetentny, ale wierzy, że zostanie wybrany najlepszy z możliwych wariantów.

"Jestem tylko małą cząstką całego mechanizmu. Jeśli miałbym jakiekolwiek zdanie to chciałbym, żeby było po prostu bezpiecznie. A czy to będzie w tym roku, czy za rok, to postaram się po prostu do tego przygotować i dostosować. Liczę na to, że decyzje zostaną podjęte z głową" - zaznaczył.

Lisek brał też udział w ankiecie World Athletics, wysłanej lekkoatletom mailowo. Dostali oni szansę wypowiedzenia się na temat ewentualnego przełożenia lub odwołania igrzysk w Tokio.

"Dzięki temu światowe władze dostały szerzy obraz tego, jak to odbierają sami sportowcy. Decyzje i spekulacje nie należą jednak do nas, bo my zwyczajnie musimy się dostosować. Jesteśmy zbyt małymi jednostkami, by podjąć tak istotną decyzję" - podkreślił.

I zapewnił: "Zdołam się przygotować do igrzysk nawet wówczas, jeśli odbędą się w terminie. Jeśli zostaną przesunięte, to nie będę zły i nie wyrażę żadnego sprzeciwu, bo głęboko wierzę w to, że zrobione jest to z głową. I pamiętajmy, że to nie jest błaha sprawa, dlatego ciężko na takie pytania odpowiedzieć".

Pod dużym znakiem zapytania stoi także sezon lekkoatletyczny. Już trzy pierwsze mityngi Diamentowej Ligi zostały odwołane. Trudno przypuszczać, by w Europie, gdzie jest obecnie najwięcej zachorowań i zgonów na świecie, sezon ruszył zgodnie z kalendarzem.

"Jeśli organizatorzy mityngów zdecydują się je odwołać, to oczywiście będzie to dla wszystkich duża strata. Wiadomo, że sport to nie tylko moje hobby, ale także praca. Na pewno nasz budżet rodzinny ucierpi na tym, ale jestem zawodnikiem, który już od dawna myślał o swojej przyszłości i mogę śmiało powiedzieć, że w jakiś sposób się zabezpieczyłem na taki chudszy rok" - powiedział.