Jest coraz lepiej. Niemal od razu po operacji mogłam nogę obciążać, jedynie mam zakaz zginania. To nie był poważny zabieg. Jedynie artroskopia, podczas której usunięto ciało wolne i wykonano plastykę chrząstki. Pewnie gdyby nie przełożenie igrzysk, poczekałabym z tym na przyszły rok - powiedziała PAP zawodniczka poznańskiego AZS.

Reklama

Ból kolana odczuwała w trakcie treningów, ale nie było to na tyle uciążliwe, by przerywać przygotowania do igrzysk. Gdy się jednak okazało, że w obecnej sytuacji pandemii koronawirusa nie można nawet normalnie trenować, a obiekty są zamknięte, postanowiła zadbać o zdrowie.

To była decyzja z dnia na dzień. Gdyby nie ten zabieg, to pewnie z bólem musiałabym wytrzymać jeszcze półtora roku. To nie miało sensu - zaznaczyła Fiodorow.

Trenująca na co dzień w Białymstoku z Malwiną Wojtulewicz-Sobierajską młociarka obecnie przebywa w Poznaniu. To właśnie w klinice Reha-Sport operował ją doktor Tomasz Owczarski i także w stolicy Wielkopolski przejdzie rehabilitację. Zacznie ją dwa tygodnie po zabiegu.

Prawdopodobnie w połowie czerwca będę mogła wrócić do normalnego treningu. To wszystko będzie zależało od tego, jak będzie wyglądać rehabilitacja i jak ta noga będzie się kurować. Zaraz po zabiegu trochę mnie bolało, ale od drugiej doby jestem bez środków przeciwbólowych, a ostrzegano mnie, że przez tydzień mogę odczuwać dyskomfort. Podchodzę do tego na spokojnie, bo nigdzie mi się teraz nie spieszy. Muszę doprowadzić nogę do stanu używalności, później wrócić, obudować ją. Bez specjalnych napięć. Nawet jeśli nie uda się wystartować w tym sezonie, nic się nie stanie - zaznaczyła.

A nawet jeśli stanie na starcie - o ile będzie gdzie - to nie liczy na oszałamiające wyniki. Teraz przez dwa tygodnie kompletnie nic nie robię, wyłącznie ćwiczenia, jakie dostałam od lekarza. Później będę mogła zacząć normalnie chodzić na siłownię i wzmacniać inne części ciała - powiedziała PAP Fiodorow.

Mimo wszystko wicemistrzyni świata nie chciałaby, by pod koniec sierpnia w Paryżu odbyły się mistrzostwa Europy. Na razie impreza nie została jeszcze odwołana, ostateczna decyzja ma zapaść 7 maja.

Jeśli zostaną rozegrane, to ja na nich na pewno nie wystąpię. Nie podjęłabym się rywalizacji, bo jako wicemistrzyni świata powinnam też zdobyć medal ME, a nie byłabym na to przygotowana. Zabrakłoby mi czasu - oceniła.

Fiodorow nie ma złudzeń, że w najbliższym czasie otwarte zostaną Centralne Ośrodki Sportu. Takie są m.in. w Spale, Giżycku, Wałczu, Zakopanem. Zostały zamknięte ze względu na szybkie rozprzestrzenianie się koronawirusa.

Pozostaje zatem trening na miejscu i to też nie wiadomo, jak to będzie wyglądać. Na razie nic nie wiemy. Nawet normalnie nie możemy ćwiczyć. Sytuacja jest trudna w całej Europie, więc nie wyobrażam sobie, jak można rozegrać mistrzostwa. I nie chodzi o samą imprezę, ale jak my - młociarze - mamy się na nią przygotować? - pyta.

Jej zdaniem obecny rok jest już w dużej mierze stracony. Zaczęliśmy normalnie przygotowania do igrzysk w połowie października. Każdy z nas przerobił ponad pięć miesięcy ciężkiej roboty i w pewnym momencie wszystko się ucina i jest koniec. Teraz tak naprawdę nie wiadomo do czego się szykować. Gdzie i jak znaleźć zatem motywację? Dlatego właśnie stwierdziłam, że czas by naprawić kolano - uznała.

Tym bardziej - jak podkreśliła w rozmowie z PAP Fiodorow - nie wiadomo, kiedy sytuacja z pandemią się uspokoi na tyle, by świat wrócił do normalności.

Nie można teraz za bardzo wybiegać w przyszłość, bo to nie ma sensu. Nie wiadomo kiedy się coś poprawi, a podobno najgorsza fala zachorowań jeszcze przed nami - zakończyła.