Norweg Ingebrigtsen wygrał w piątek finał biegu na 1500 m w ramach halowych mistrzostw Europy w Toruniu. Kilka minut po finiszu okazało się jednak, że został zdyskwalifikowany za przekroczenie toru. Decyzja została oprotestowana przez Norwegów i po północy - już w sobotę - zmieniona. Potem kontrprotest złożyli Polacy. Przełożono poranną dekorację, ale ostatecznie odrzucono argumenty polskiej reprezentacji. Drugi na mecie biegu był Marcin Lewandowski, który uważa, że Norwega potraktowano inaczej niż innych zawodników, naginając reguły.
- powiedział PAP wiceprezes PZLA Tomasz Majewski.
Dyrektor sportowy PZLA Krzysztof Kęcki podkreślił w rozmowie z PAP, że sędziowie ze zrozumieniem odnosili się do argumentów Polaków, przeanalizowali wskazane przez polską ekipę dowody i nagrania wideo.
- stwierdził Kęcki.
Do sprawy odniósł się wybitny polski 800-metrowiec Adam Kszczot.
Chwiejne grono sędziowskie z jury d'appeal
- ocenił Kszczot, który w niedzielę powalczy o kolejny tytuł halowego mistrza Europy na 800 m.
Słowa Kszczota znajdują odzwierciedlenie w przynajmniej kilku decyzjach na tych mistrzostwach. Sędziowie międzynarodowi, bardzo doświadczeni, kogoś dyskwalifikują za złamanie przepisów, a ta decyzja jest potem uchylana przez komisję odwoławczą.
- wskazał w rozmowie z PAP Lewandowski.
Dodał, że słyszał o szantażu ze strony Norwegów. Gdyby nie przywrócono złota ich reprezentantowi, groził on wyjechaniem z mistrzostw i rezygnacją ze startu na 3000 m.
Szantaż się udał
- powiedział PAP Lewandowski.
Polak uzyskał czas 3.38,06 i przegrał z Ingebrigtsenem o pół sekundy. Brąz zdobył Hiszpan Jesus Gomez - 3.38,47. Michał Rozmys zajął ostatecznie szóste miejsce.
Po trzech dniach mistrzostw Europy w Toruniu Polacy mają w dorobku trzy srebrne medale. Najwięcej szans na kolejne krążki mają jednak w ostatnim dniu zawodów - w niedzielę.