Dziennik Gazeta Prawana logo

Fatalna sytuacja i szantaż na HME: Coś poszło nie tak

7 marca 2021, 11:01
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
Norweg Jakob Ingebrigtsen (P) i Polak Marcin Lewandowski (C) i Hiszpan Jesus Gomez (L) w finale biegu na 1500m mężczyzn podczas lekkoatletycznych halowych mistrzostw Europy w Toruniu
<p>Norweg Jakob Ingebrigtsen (P) i Polak Marcin Lewandowski (C) i Hiszpan Jesus Gomez (L) w finale biegu na 1500m mężczyzn podczas lekkoatletycznych halowych mistrzostw Europy w Toruniu</p>/PAP
Wielkie zamieszanie podczas HME w Toruniu wywołała kwestia braku dyskwalifikacji w biegu na 1500 m Jakoba Ingebrigtsena. Jeżeli sędziowie międzynarodowi definiują zdarzenie jednogłośnie, a jury of appeal mówi inaczej, to coś poszło fatalnie nie tak - skomentował Adam Kszczot.

Norweg Ingebrigtsen wygrał w piątek finał biegu na 1500 m w ramach halowych mistrzostw Europy w Toruniu. Kilka minut po finiszu okazało się jednak, że został zdyskwalifikowany za przekroczenie toru. Decyzja została oprotestowana przez Norwegów i po północy - już w sobotę - zmieniona. Potem kontrprotest złożyli Polacy. Przełożono poranną dekorację, ale ostatecznie odrzucono argumenty polskiej reprezentacji. Drugi na mecie biegu był Marcin Lewandowski, który uważa, że Norwega potraktowano inaczej niż innych zawodników, naginając reguły.

- powiedział PAP wiceprezes PZLA Tomasz Majewski.

Dyrektor sportowy PZLA Krzysztof Kęcki podkreślił w rozmowie z PAP, że sędziowie ze zrozumieniem odnosili się do argumentów Polaków, przeanalizowali wskazane przez polską ekipę dowody i nagrania wideo.

 - stwierdził Kęcki.

Do sprawy odniósł się wybitny polski 800-metrowiec Adam Kszczot.

Chwiejne grono sędziowskie z jury d'appeal

 - ocenił Kszczot, który w niedzielę powalczy o kolejny tytuł halowego mistrza Europy na 800 m.

Słowa Kszczota znajdują odzwierciedlenie w przynajmniej kilku decyzjach na tych mistrzostwach. Sędziowie międzynarodowi, bardzo doświadczeni, kogoś dyskwalifikują za złamanie przepisów, a ta decyzja jest potem uchylana przez komisję odwoławczą.

 - wskazał w rozmowie z PAP Lewandowski.

Dodał, że słyszał o szantażu ze strony Norwegów. Gdyby nie przywrócono złota ich reprezentantowi, groził on wyjechaniem z mistrzostw i rezygnacją ze startu na 3000 m.

Szantaż się udał

 - powiedział PAP Lewandowski.

Polak uzyskał czas 3.38,06 i przegrał z Ingebrigtsenem o pół sekundy. Brąz zdobył Hiszpan Jesus Gomez - 3.38,47. Michał Rozmys zajął ostatecznie szóste miejsce.

Po trzech dniach mistrzostw Europy w Toruniu Polacy mają w dorobku trzy srebrne medale. Najwięcej szans na kolejne krążki mają jednak w ostatnim dniu zawodów - w niedzielę.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło PAP
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj