Z Wielkanocą bywa różnie, ale Boże Narodzenie zwykle udaje im się spędzić w gronie rodziny. Tak to już jest, kiedy mniej więcej 230 dni w roku spędza się w rozjazdach. Dwa-trzy tygodnie, czasem nawet dłużej, poza domem, na dalekich wodach, a potem tydzień w domu. - Czasem zdarza się, że są to tylko 4 dni, więc czas mamy jedynie na przepranie rzeczy, wysuszenie ich i ponowne spakowanie do torby – mówią zawodniczki.

Reklama

Na szczęście ich bliscy to rozumieją, a one same podkreślają, że to ich świadomy wybór – taką pracę wybrały i wkładają w nią całe serce. Poza tym gdy nie ma ich w domach, zwykle są gdzieś w pięknych rejonach świata, gdzie jest cieplej niż w Polsce. I choć na zwiedzanie nie zawsze jest czas, a one poznają głównie uroki drogi wiodącej z hotelu do portu, oglądają świat przez nieznany szczurom lądowym pryzmat. - Wszystkie miejsca znamy z perspektywy wody. Za takie widoki zwykle trzeba płacić bardzo dużo pieniędzy, a dla nas to jest takie „biuro” – śmieją się. Na szczęście przy dłuższych zgrupowaniach udaje im się wygospodarować pojedyncze dni na zwiedzanie, dają głowie i mięśniom odpocząć – teraz mogą w tym pomóc kupione dla całego teamu rowery.

Co jeszcze robią, kiedy nie siedzą akurat w łodzi? – Zawsze, gdy ktoś o to pyta, odpowiadam, że nasze dni treningowe, nawet na drugim końcu świata, to straszne nudy – śmieje się Agnieszka Skrzypulec. I wylicza dokładny, powtarzalny plan dnia, który jest rozpisany od godziny 7 do 19: najpierw rozruch, potem śniadanie, wyjście do portu. Tu zaczyna się loteria – jeśli jest wiatr, to zawodniczki przebierają się pianki i szykują sprzęt, na wodzie zostają przez 4-5 godzin. Jeśli wiatru nie ma, nigdy nie jest tak, że w łodzi nie można czegoś poprawić, przeprowadzić drobnych napraw, zmienić jakichś ustawień.

Druga część dnia to przede wszystkim odprawa z trenerem – analiza nagrań wideo, tego, co wyszło dobrze i tego, co jest do poprawy. No i wciąż ruch: bieganie, rower… Potem kolacja i spać. A co na kolację? Żeglarki przyznają, że nie mają restrykcyjnej diety, choć odżywiają się racjonalnie. – Najważniejsze, żeby nasza masa ciała się zgadzała, ponieważ ma to bezpośrednie przełożenie na prędkość łódki. Istotne też, aby dostarczyć organizmowi odpowiedniego „paliwa” do pracy – podkreślają Skrzypulec i Mrózek-Gliszczyńska.

Czy przy takim rozkładzie dni, miesięcy, lat znajdują czas na coś innego poza żaglami? Choć może trudno to sobie wyobrazić, ale tak. Agnieszka Skrzypulec swą przygodę z żaglami zaczęła, kiedy miała osiem lat – przez 19 lat spędzonych na wodzie skończyła szkołę i zdobyła tytuł inżyniera budownictwa. - Zawsze zachęcam młodzież, żeby przykładała się do nauki, ponieważ kariera sportowca nie trwa wiecznie. Dodatkowo w żeglarstwie znajomość fizyki i geografii bardzo pomaga w zrozumieniu sił działających na żagiel oraz meteorologii – podkreśla. Ona sama zaległości w szkole nadrabiała na zgrupowaniach, których w wieku juniorskim jest mniej.

Samozaparcie i konsekwencja są więc cechami, które ambitny żeglarz albo ma, albo nabędzie. Ale to nie koniec. - Żeglarstwo uczy odpowiedzialności - za siebie, za drugą osobę na łódce, za sprzęt. Uczy szacunku do sił natury, a przy tym pokory i zasady, że bezpieczeństwo przede wszystkim – wylicza Skrzypulec. Są też umiejętności bardzo praktyczne, które przychodzą z czasem: umiejętność obserwacji chmur czy logistyka i planowanie wyjazdów. - Bardzo wielu żeglarzy posiada prawo jazdy kategorii B+E, ponieważ niejednokrotnie musimy prowadzić samochód z przyczepą, na której załadowany jest ponton i łódki – dodaje. Dobrze jest też umieć pływać, choć teoretycznie ten sport tego nie wymaga, a na każdej łódce są kamizelki asekuracyjne. Trzeba jednak liczyć się z tym, że łódka może się wywrócić i trzeba będzie umieć do niej dopłynąć i się jej złapać. Trudno też, by na żeglowanie zdecydował się ktoś, kto boi się wody.

Ale to wciąż nie koniec. Specyfika żeglarstwa wymaga naprawdę żelaznych nerwów. I choć na stres – już przez samą świadomość rywalizacji – uodpornieni muszą być wszyscy sportowcy, wśród zawodników pływających na łódkach sytuacje stresowe trzeba pomnożyć przez liczbę wyścigów. To jest moment krytyczny dla wielu młodych żeglarzy. - To bardzo ważne, by zostawić za sobą błędy, które popełniło się w poprzednim biegu i skoncentrować na tym, co przed nami. Taką zdolność mają tylko najbardziej doświadczeni żeglarze. Dla mnie teraz każdy wyścig jest nową szansą i nową historią – podkreśla zawodniczka.

Jako wzór opanowania przytaczają ekipę z Argentyny, która w czasie ostatnich Igrzysk w Londynie zaliczyła wywrotkę w czasie pierwszego wyścigu. Choć byli typowani jako faworyci do medalu, na metę przypłynęli ostatni. Wiedzieli, że nie ma już miejsca na błędy. Zebrali się w sobie i… zdobyli brązowy medal. Wytrwałość i odporność na presję zatem to cechy, które mogą pomóc tak jak korzystne wiatry.

A już zupełnie wyjątkowe cechy kształtuje klasa, w której pływają Agnieszka Skrzypulec i Irmina Mrózek-Gliszczyńska. - 470 jest klasą dwuosobową. A ja przez większość swojej kariery pływałam na łódkach jednoosobowych, więc zmiana była trudna. Teraz mam drugą osobę, z którą żyję 24h/dobę, musimy się rozumieć, mieć wspólny cel. W tak małej grupie - nasz team to tylko ja, Irmina i trener - bardzo ważne jest dobre dopasowanie. Na łódce musimy sobie ufać, a nasze ruchy muszą być zsynchronizowane – wylicza Agnieszka Skrzypulec. Przyznaje, że jej na łódce jednoosobowej jest łatwiej – samodzielne decyzje, odpowiedzialność. Ale ona, ze względu na warunki fizyczne – jest drobna i lekka - zdecydowała się na 470. - Ciągle uczę się pracy we dwójkę i bardzo się cieszę, że w końcu trafiłam na załogantkę, z którą się dobrze dogaduję, która znosi moje humory i indywidualność wyniesioną z łódki jednoosobowej – dodaje z uśmiechem.

Zawodniczki przyznają, że tegoroczny sezon był wyjątkowy, bo… właściwie się nie skończył. Przerwa między jednymi a kolejnymi mistrzostwami świata trwała zaledwie cztery miesiące. A potem przygotowania do Igrzysk i pływanie po akwenie w Rio – tam, gdzie będą odbywały się olimpijskie wyścigi. - Sezon olimpijski jest zawsze bardzo ciężki. Presja rośnie, zawodnicy są w szczytowej formie i walka toczy się o każdy metr – mówią zawodniczki. Przyznają, że wysiłek jest tak wielki, iż niektórzy zawodnicy po Igrzyskach robią sobie rok przerwy od pływania, by na nowo zebrać siły. – Teraz nikt już nie odpuszcza – dodają. One też nie.