Mateusz Wilangowski, Mikołaj Burda, Marcin Brzeziński i Michał Szpakowski są osadą, która była od ubiegłego roku na fali wznoszącej. Złoto mistrzostw świata i srebro mistrzostw Europy to wyniki, które mówią same za siebie.

Reklama

"Wszystkie starty odwołano, więc można powiedzieć, że ta epidemia koronawirusa nieco poprzestawiała nam plany. Nie zmienia to jednak faktu, że cel jest jeden — medal igrzysk. Robimy wszystko, żeby być w gotowości za rok i właśnie wtedy zaprezentować najwyższą dyspozycję" - podkreślił Burda.

Zawodnik urodzony w Toruniu i reprezentujący barwy Lotto Bydgostii Bydgoszcz z niejednego wioślarskiego pieca jadł chleb, bo pierwszy raz startował w igrzyskach w 2004 roku w Atenach. Pływając w ósemce, zajął dwukrotnie piąte miejsce podczas imprezy czterolecia dla wszystkich wioślarzy — podczas IO w Rio de Janeiro w 2016 roku i igrzysk w Pekinie osiem lat wcześniej.

Teraz czwórka, w której składzie pływa ma jednak zdecydowanie wyższe ambicje.

"Cel cały czas jest jasno określony i dążymy do niego. Chcemy stanąć na podium igrzysk olimpijskich. Całe to zamieszanie z pandemią, mam nadzieję, że nie wybije nas z uderzenia" - powiedział drugi torunianin w osadzie Michał Szpakowski.

Przyznał, że dysponując infrastrukturą, taką, jaka jest w ośrodku COS w Wałczu, wioślarze nie mają takich problemów, jak przedstawiciele innych dyscyplin. Jedyne możliwe komplikacje mogą wiązać się z pogodą, ale ci, którzy wybrali tę, niezwykle ciężką dyscyplinę sportu nie boją się zimna i wiatru.

"Jesteśmy zaprawieni w bojach. Dla nas liczy się to, do czego dążymy. Wioślarz nie narzeka na warunki atmosferyczne, bo zdarzało się trenować oraz startować w skrajnie różnych warunkach" - podkreślił Szpakowski, który reprezentował Polskę już na dwóch igrzyskach — w Londynie w 2012 roku i Rio de Janeiro w 2016 roku.

Zawodnicy, jak i trener osady Wojciech Jankowski (brązowy medalista IO w Barcelonie w 1992 roku) mają nadzieję, że w kalendarzu na rok 2020 pozostaną mistrzostwa Europy w Poznaniu, które mają się odbyć w październiku.

"Niezwykle istotne w sporcie jest posiadanie celu krótkoterminowego. Gdy zawodnik wie, do czego się przygotowuje, jest mu zdecydowanie łatwiej wejść na wysokie obroty. Ten start byłby dla nas niezwykle ważny — tak pod względem fizycznym, jak i psychicznym. Dodatkowo pokazywałby, w jakim miejscu przygotowań do igrzysk jesteśmy, bo wiadomo, że w sporcie zawsze obowiązuje zasada — bij mistrza" - wskazał szkoleniowiec czwórki.

Trener Jankowski podkreśla, że dla wioślarzy warunki panujące obecnie w COS w Wałczu, podwyższony reżim sanitarny, nie stanowią żadnego problemu, bo najważniejsza jest ciężka praca, a tą można tam realizować doskonale, bo wszystko jest na miejscu.

"Mamy tutaj możliwość swobodnego schodzenia na wodę, siłownię, zapewnione jedzenie. Nic więcej nie jest potrzebne. Nic nam nie zaprząta głowy" - podkreślił Burda. Wtórowali mu koledzy z czwórki i szkoleniowiec, który zwraca również uwagę na to, że nie we wszystkich krajach wioślarze z powodu epidemii mają teraz możliwość swobodnego treningu.

"Może się okazać, że układ sił na świecie przez te wszystkie zawirowania nieco ulegnie zmianie. Sami nie wiemy do końca, jak to będzie" - powiedział trener Jankowski.