"Liczę na dobre widowisko, skuteczność. Wierzę, że z przytupem zakończymy sezon i będą padałby ładne bramki po składnych akcjach" - powiedział Michniewicz na konferencji prasowej.

Reklama

Legia w końcówce sezonu imponuje w defensywie - jej bramkarze są niepokonani od sześciu spotkań, ale zawodzi pod bramką rywali. W tym samym czasie mistrzowie kraju zdobyli ledwie dwa gole.

"Problem jest taki, że nie wykorzystujemy sytuacji. Wcześniej dogodne okazje zamienialiśmy na bramki. Tomek Pekhart strzelał po dwa, a nawet cztery gole, inni również trafiali do siatki. Z Wisłą Kraków czy Stalą Mielec ostatnio mieliśmy świetne sytuacje i te mecze powinny się zakończyć naszymi wygranymi, jednak tak się nie stało" - tłumaczył.

Wiadomo, że w niedzielę ponownie zabraknie najlepszego ligowego snajpera Pekharta, ale i też Luquinhasa, który napędzał ataki legionistów. Mimo to kolejka do występu w spotkaniu kończącym sezon jest - według Michniewicza - długa.

"Chcemy godnie pożegnać zawodników, którzy z nami nie zostaną, a którzy tworzyli historię klubu, mają za sobą udane sezony, zdobywali trofea. W pierwszej kolejności chcielibyśmy ich pokazać publiczności. Pragniemy też, żeby spotkanie wyglądało poważnie i chcemy zagrać w optymalnym składzie. Kilku zawodników nie będzie: Pekharta, Slisza, Luquinhasa, Kostorza. Inni wracają do zdrowia, jak Igor Lewczuk, zobaczymy, jak będzie się prezentował na treningu. Nie ukrywam, że myślimy też o Inakim Astizie, któremu kończy się kontrakt. Dużo wskazuje, że zostanie u nas w klubie, w troszeczkę innej roli. Na pewno będzie brał udział w ceremonii, a być może zasiądzie też wśród rezerwowych" - przekazał trener.

Legia pośrednio zdecyduje o losie zamykającego tabelę Podbeskidzia, w którym w przeszłości Michniewicz pracował, bo bez zwycięstwa przy Łazienkowskiej jego utrzymanie będzie nierealne.

"Kibicuję Podbeskidziu, oczywiście poza meczami przeciwko moim drużynom. Liczę jednak, że zrehabilitujemy się za porażkę na początek rundy wiosennej. Wiemy, w jakiej sytuacji jest Podbeskidzie, ale każdy jest kowalem własnego losu. My swoje punkty zdobyliśmy, żeby zostać mistrzem. Podbeskidzie w dalszym ciągu ma matematyczne szanse na utrzymanie. Pracując w 2013 roku w klubie z Bielska-Białej, szanse były zdecydowanie mniejsze, a udało nam się zostać w lidze. Zobaczymy, co los przyniesie. Nas interesuje tylko dobra gra i zwycięstwo. Stadion zapełni się w 25 procentach. Mamy dla kogo grać. Chcemy dobrze zakończyć udaną rundę. Jedna porażka na 15 rozegranych spotkań to całkiem dobry wynik" - zaznaczył.

Michniewicz przyznał, że toczą się rozmowy z niektórymi zawodnikami bądź to w sprawie przedłużenia umowy, bądź ich odejścia z klubu. Na końcowe wnioski, poza konkretnymi przypadkami, jeszcze za wcześnie.

"Nie wiem, kogo zobaczymy w Legii po raz ostatni. O tym zdecydują najbliższe dni, bo rozmowy trwają. W sprawie niektórych graczy zapadły decyzje, w sprawie innych - jeszcze nie" - skomentował.

Jednym z tych, który opuści stołeczny klub będzie Czarnogórzec Marko Vesovic.

"Pamiętam go jako zawodnika, który bardzo dobrze grał w Legii. Później pechowa kontuzja, ciężka praca, determinacja, powrót. Na koniec decyzja jest taka, że z nami nie zostanie, że umowa nie zostanie przedłużona. Nie łączę jednak tego z sytuacją w mediach społecznościowych, ocenialiśmy go tylko jako piłkarza. Życzę mu wszystkiego dobrego" - powiedział Michniewicz, nawiązując do krytycznych wobec klubu ocen przekazywanych przez żonę piłkarza.

Mówiąc o ewentualnych zmianach przywołał powiedzenie trenera Wojciecha Łazarka, że "aby ktoś do autobusu mógł wsiąść, ktoś musi wysiąść". Podkreślił przy tym, że trzon zespołu pozostanie, a przyszłość Pawła Wszołka powinna wyjaśnić się w piątek.

"Mamy zawodników sprawdzonych w określonych sytuacjach, dużo wspólnie przeżyliśmy. Na pewno trzon zespołu zostanie. A że zmiany będą... taka jest piłka, tak się dzieje wszędzie. Ktoś dobrze zagra jedną rundę, kilka spotkań i wpada w oko komuś bogatszemu. Każdy transfer jest możliwy, dlatego niczego nie wykluczamy" - nadmienił.

Legioniści po meczu z Podbeskidziem udadzą się na trzytygodniowe urlopy. Wznowią zajęcia na początku czerwca, później czeka ich ośmiodniowe zgrupowanie w Austrii, a następnie sparingi z Lechią Gdańsk i Wisłą Płock przed zaplanowaną na 7/8 lipca inauguracją zmagań w kwalifikacjach Ligi Mistrzów.

Reklama

"Myślimy o eliminacjach europejskich pucharów od chwili, gdy zostaliśmy mistrzem Polski. Przygotowaliśmy ramowy plan, wyszczególniliśmy terminy, które nas najbardziej interesują, czyli losowanie pierwszych dwóch rund, daty meczów. Ale to przyszłość. Najważniejsze, żeby jak najszybciej skompletować kadrę z zawodnikami o potencjale na walkę o europejskie puchary. Żeby kadra była silna, szeroka, wyrównana, żeby była rywalizacja na poszczególnych pozycjach. Może być taka sytuacja, że w lipcu i sierpniu zagramy 15-16 meczów, jeśli będzie jeszcze Puchar Polski. Pierwszym naszym marzeniem jest Liga Mistrzów i na tym się skupiamy, ale wiemy, jak wygląda gradacja. Później jest Liga Europy i Liga Konferencji" - podsumował Michniewicz.