Włoscy piłkarze są wymęczeni po meczu w Londynie i muszą odzyskać siły na niedzielny finał - zaznaczają komentatorzy po około 160 minutach nerwów, stresu i chwilami gasnącej nadziei.

Reklama

"La Gazzetta dello Sport" podkreśla, że dla Włochów "magiczne noce" na tych mistrzostwach trwają. A na Wembley - dodaje - znów jest włoska festa, a nie hiszpańska fiesta.

Dziennik wskazuje zarazem, że mecz ukazywał chwilami, że Hiszpanie na początku dominowali, byli aktywniejsi i mieli więcej energii, ale ostatecznie zostali "poskromieni" w rzutach karnych.

"Italia jak marzenie" - ogłasza "Corriere dello Sport" i dodaje, że "teraz można dalej marzyć" przed niedzielnym finałem na tym samym stadionie. Gazeta przyznaje, że cierpieli w czasie tego meczu wszyscy Włosi.

Agencja Ansa w podsumowaniu zwraca uwagę, że wejście do finału ME było jeszcze kilka miesięcy temu "nie do pomyślenia", po tym jak Azzurri nie zakwalifikowali się na poprzedni mundial.

Finał spotkania, zakończonego karnymi, po wcześniejszym cierpieniu to dopiero był prawdziwy rollercoaster - stwierdza sprawozdawca włoskiej agencji.

To sukces odniesiony z sercem i dzięki umiejętności cierpienia bez utraty zwartości drużyny - ocenia "Tuttosport".

Komentatorzy zachwycają się postawą i nadzwyczajnym spokojem zaledwie 22-letniego bramkarza Gianluigiego Donnarummy. Jego obrona to "arcydzieło" - stwierdza "Corriere della Sera".

Dominuje opinia, że to on w ogromnej mierze oraz znakomita strategia selekcjonera Roberto Manciniego doprowadziły Włochów do finału.

W największej w czasie tych mistrzostw strefie kibica na Piazza del Popolo w Rzymie, gdzie z powodów sanitarnych było 2500 osób, doszło do eksplozji radości. Na ulicach Wiecznego Miasta zaczęła się zabawa. Kierowcy włączyli klaksony.

Finałowego rywala piłkarze trenera Roberto Manciniego poznają w środę wieczorem. Wyłoni go drugi półfinał na Wembley między Anglią a Danią.