Zespół trenera Roberto Manciniego jest nie do zatrzymania, choć Hiszpanie okazali się pierwszą od eliminacji do tego turnieju drużyną, która z nim nie przegrała. O odpadnięciu ekipy trenera Luisa Enrique zdecydował konkurs "jedenastek".

Reklama

Pierwsza połowa nie przyniosła na Wembley goli. W drugiej prowadzenie uzyskali Włosi - w 60. minucie najsprytniej w polu karnym trzykrotnych mistrzów kontynentu zachował się Federico Chiesa i technicznym uderzeniem zdobył drugiego gola w turnieju.

Hiszpanie wyrównali po koronkowej akcji w 80. minucie, a do siatki trafił grający na co dzień w Juventusie Turyn Alvaro Morata.

Przez pozostałą część regulaminowego czasu gry i dogrywkę to Hiszpanie byli bliżej zdobycia bramki, ale wynik się nie zmienił i po raz trzeci w tym turnieju rozstrzygnięcie miało zapaść w konkursie rzutów karnych.

Zaczęło się po myśli ekipy z Półwyspu Iberyjskiego, gdyż Unai Simon obronił strzał Manuela Locatellego. Jednak za moment wyróżniający się w całym meczu Dani Olmo posłał piłkę w trybuny, a w czwartej kolejce Gianluigi Donnarumma nie dał się pokonać Moracie. To druga "jedenastka" zmarnowana przez niego w ME; w fazie grupowej jego uderzenie obronił bramkarz Słowacji.

"Azzuri" śrubują krajowy rekord meczów bez porażki. Wtorkowe spotkanie było 33. z rzędu, którego drużyna trenera Roberto Manciniego nie przegrała. Pod jego wodzą Italia ostatnio została pokonana przez Portugalię (0:1) we wrześniu 2018 roku.

Włochy po raz czwarty zagrają w finale ME. Triumfowały w 1968 roku, kiedy o ich sukcesie zdecydował powtórzony mecz z Jugosławią, wygrany 2:0. W 2000 roku przegrały po dogrywce z Francją (1:2), a w 2012 szans w decydującym spotkaniu nie dała im... Hiszpania, zwyciężając w Kijowie 4:0.

Italia finałowego rywala pozna w środę. Wyłoni go pojedynek Anglii z Danią, także na Wembley w Londynie.

Rozpędzona i efektownie grająca Dania, która jako pierwsza dotarła do półfinału po porażkach w dwóch pierwszych występach w turnieju, stanie naprzeciw efektywnych i pewnie punktujących kolejnych rywali Anglików. Zespół trenera Garetha Southgate'a nie stracił jeszcze gola w tym turnieju. Do tego będzie mógł liczyć na wsparcie licznej publiczności, a już po raz piąty w tegorocznych ME wystąpi na swoim reprezentacyjnym obiekcie.

Duńczycy nie zamierzają jednak składać broni.

Czeka nas wielkie wyzwanie, ale to tego typu sytuacja, w której chcieliby się wszyscy znaleźć. Dlatego nie jesteśmy bardziej zdenerwowani niż zwykle. Chcemy się po prostu świetnie bawić - przyznał trener "duńskiego dynamitu" Kasper Hjulmand.

Jego podopieczni chcą nawiązać do wyczynu starszych kolegów z 1992 roku, gdy dokooptowani w trybie awaryjnym do grona uczestników ME zostali ich zwycięzcami.

Kiedy ostatni raz graliście w finale Euro? - spytał bramkarz Kasper Schmeichel kapitana angielskiej kadry Harry'ego Kane'a, którego zna z boisk Premier League.

Jeszcze nigdy nam się to nie udało, ale teraz mamy ku temu wielką szansę - odpowiedział napastnik ekipy "Trzech Lwów".

Reklama

Finał zaplanowano na niedzielę, również na Wembley w Londynie.