Remis w pojedynku Szwargi z Papszunem
Legia pierwszą część sezonu zakończyła na przedostatnim miejscu w tabeli. W przerwie zimowej zespół przejął Marek Papszun. Nowy szkoleniowiec miał okazać się recepta na całe zło. Jak na razie jednak pod jego wodzą wiele się nie zmieniło. Zarówno gra zespołu, jak i wyniki są równie słabe jak na jesieni. Tydzień temu legioniści przegrali u siebie z Koroną Kielce 1:2, a dziś mieli mnóstwo szczęścia, że nie doznali porażki w Trójmieście.
Sobotnie spotkanie miało swoje podteksty. Szkoleniowcem gospodarzy jest Dawid Szwarga, który w przeszłości był asystentem Papszuna w Rakowie, a później jego następcą w tym klubie (sezon 2023/24), gdy 51-letni trener zrobił sobie przerwę w pracy. Dziś można powiedzieć, że uczeń nie dał rady pokonać mistrza, choć był tego bardzo blisko.
Rusyn "zemścił" się na Legii
Arka prowadzenie objęła w 26. minucie. Gospodarze wykorzystali złe zachowanie obrońców i bramkarza Legii przy stałym fragmencie gry i Michał Marcjanik po dośrodkowaniu z rzutu rożnego pokonał Kacpra Tobiasza.
Miejscowi kibice na drugiego gola dla swojej drużyny musieli czekać do 58. minuty. Jego autorem był Nazariy Rusyn, który w przeszłości był zawodnikiem Legii, ale nie zagrzał w niej długo miejsca. Warto odnotować, że przy obu trafieniach dla Arki asysty zaliczył Sebastian Kerk.
Colak zaliczył "wejście smoka"
W 79. minucie po uderzeniu głową Milety Rajovicia piłka w polu karnym trafiła w rękę jednego z obrońców Arki. Arbiter Wojciech Myć z Lublina skontaktował się z wozem VAR, ale po szybkiej konsultacji nie zdecydował się na podyktowanie jedenastki dla Legii.
Gdy wydawało się, że Arce w tym meczu już nic złego nie może się stać i komplet punktów zostanie w Gdyni, to "wejście smoka" zaliczył Antonio Colak. Chorwat spotkanie zaczął na ławce rezerwowych. Na murawie pojawił się w 74. minucie, a w ostatnich pięciu minutach gry uratował Legię przed porażką. W samej końcówce dwukrotnie piłkę z rzutu rożnego w pole karne dośrodkował Ermal Krasniqi, a Colak dwa razy wpisał się na listę strzelców.
Remis w Gdyni dla klubu z Łazienkowskiej oznacza, że już w niedzielę może spaść na ostatnie miejsce w tabeli. Stanie się tak, jeśli ostatnia Bruk-Bet Termalica Nieciecza pokona Pogoń Szczecin, a przedostatni Widzew Łódź przynamniej zremisuje z GKS Katowice.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.