Papszun nie chciał ułatwić zadania rywalom
Legia jest w fatalnej sytuacji. Drużyna, która miała walczyć o mistrzostwo Polski zajmuje przedostatnie miejsce w tabeli. Rundę wiosenną zaczęła od porażki. Przegrana na własnym stadionie z Koroną Kielce 1:2. była oficjalnym debiutem Marka Papszuna w roli szkoleniowca "Wojskowych". W sobotę w Gdyni legioniści po raz drugi zagrają pod wodzą nowego trenera.
Zadania byłemu opiekunowi Rakowa Częstochowa nie ułatwia sytuacja kadrowa. Nie wszyscy piłkarze są w pełni gotowi do gry. Papszun nie chciał zdradzić, którzy piłkarze narzekają na urazy, by nie ułatwiać zadania rywalom.
Nsame rozwiąże kłopoty Legii?
Trener dodał, że Paweł Wszołek, Steve Kapuadi i Jean-Pierre Nsame trenują już z zespołem. Ten ostatni będzie brany pod uwagę przy ustalaniu składu na mecz w Gdyni. Jego powrót do gry może być sporym wzmocnieniem dla siły ofensywnej drużyny i rozwiązać kłopot ze zdobywaniem bramek, bo pozostali dwaj napastnicy - Mileta Rajovic i Antonio Colak kompletnie zawodzą.
Nie jest to łatwy moment ani dla drużyny, ani dla Milety. Wisi nad nim fatum niestrzelonych goli. Codziennie wykonujemy pracę. Musimy wykorzystywać swoje sytuacje i przede wszystkim wygrywać - podkreślił szkoleniowiec stołecznego zespołu.
Arkę i Legię dzielą w tabeli dwa miejsca i dwa punkty
Zdaniem Papszuna Arka to drużyna własnego boiska, co dobitnie pokazują wyniki. Gdynianie na 21 zdobytych punktów w sezonie tylko jeden wywalczyli na terenie przeciwnika. Szkoleniowiec doskonale zna trenera rywali Dawida Szwargę z racji wspólnej pracy w Rakowie Częstochowa.
Wiem, jakie ma podejście. A rywale wiedzą, jaki styl my preferujemy. To będą trochę bliźniacze sposoby gry, bratobójcza rywalizacja. Nałożą się na siebie systemy i zasady gry - opisał swoje odczucia.
W poprzedniej kolejce Arka miała zaplanowany wyjazdowy mecz z Radomiakiem. Z powodu awarii światła spotkanie zostało przełożone na inny termin. Arkę i Legię dzielą w tabeli zaledwie dwa miejsca i dwa punkty. Gdynianie zajmują 15. lokatę, ale są w zasięgu niżej klasyfikowanej stołecznej jedenastki.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.