Manchester City trzy razy trafił do siatki Liverpoolu, ale...
W szlagierze 25. kolejki angielskiej Premier League Manchester City wygrał na Anfield z Liverpoolem 2:1. Zwycięstwo gości mogło być bardziej okazałe. "Obywatele" w samej końcówce meczu trzeci raz umieścili piłkę w bramce gospodarzy. Gol jednak nie został zaliczony. Cała sytuacja wyglądała dość kuriozalnie, ale po kolei...
W doliczonym czasie gry w poszukiwaniu wyrównującego trafienia golkiper Liverpoolu powędrował na połowę Manchesteru City. Alisson zostawił pustą bramkę. Skorzystał z tego Rayan Cherki, który po przechwycie uderzył piłkę ze środka boiska, a ta wturlała się do siatki "The Reds".
Zdecydowała kolejność zdarzeń
Toczącą się do bramki piłkę próbowali dogonić Erling Haaland i Dominik Szoboszlai. Najpierw Węgier faulował Norwega, a po chwili napastnik Manchesteru City nieprzepisowo potraktował zawodnika Liverpoolu.
Co ważne, żaden z piłkarzy goniąc piłkę jej nie dotknął. Sędzia Craig Pawson gola jednak nie zaliczył. Po konsultacji z VAR arbiter ukarał Szoboszlaia czerwoną kartką i przyznał rzut wolny Manchesterowi City. Sędzia swoją decyzję tłumaczył kolejnością zdarzeń. Najpierw nastąpił faul na Haalandzie, następnie Norweg zrewanżował się Węgrowi, a dopiero później piłka wpadła do bramki. Jednak wydaje się, że zgodnie z "duchem gry" arbiter mógł zastosować "przywilej korzyści".
Manchester City goni Arsenal Londyn
Po 25 kolejkach liderem Premier League z dorobkiem 56 pkt jest Arsenal Londyn, który zmierza po pierwsze od 22 lat mistrzostwo Anglii. Drugi Manchester City zdobył 50 pkt. Trzecie miejsce z 47 pkt zajmuje Aston Villa, a czwarty jest Manchester United - 44 pkt. "Czerwone Diabły" pod wodzą trenera Michaela Carricka wygrały cztery mecze z rzędu.