Jako gospodarze, mistrzowie Polski przegrali 5 października w Sosnowcu z wicemistrzami Austrii 0:1, a w dwóch następnych meczach – ze Sportingiem Lizbona – zdobyli tylko punkt. W efekcie w czwartkowym rewanżu w stolicy Karyntii potrzebują zwycięstwa, żeby zachować szansę na wyjście z grupy i walkę w barażach o fazę pucharową Ligi Konferencji.

Reklama

Porażkę w pierwszym meczu ze Sturmem przyjęto w Częstochowie z dużym rozczarowaniem, gdyż od początku zakładano, że mecze właśnie z tym przeciwnikiem mogą być kluczowe w walce o wyjście z grupy. Tymczasem gol strzelony na MittalArcelor Park przez 20-letnigo Duńczyka Williama Boevinga sprawił, że sytuacja „Medalików” bardzo się skomplikowała.

Remis 1:1 ze Sportingiem Lizbona mógł stanowić pewien bonus w rywalizacji z zespołem trenera Christiana Ilzera, ale Sturm w tym samym czasie zremisował z Atalantą Bergamo i zachował nad Rakowem trzypunktową przewagę.

Po czterech seriach spotkań sytuacja w grupie D jest dość klarowna: prowadzi Atalanta, która ma 10 punktów i w czwartek gra ze Sportingiem, który ma 7 pkt i zajmuje drugie miejsce, a za nimi plasuje się Sturm – 4 pkt oraz Raków – 1.

Teoretycznie Raków mógłby jeszcze zrównać się ze Sportingiem, ale wtedy 7 punktów miałby także Sturm, co byłoby niekorzystne dla częstochowian, którzy mają najgorszy bilans bramkowy z całej czwórki (2-6). A zatem wariant optymistyczny w przypadku Rakowa to przede wszystkim zwycięstwo w Grazu (najlepiej różnicą co najmniej dwóch goli), a potem szukanie punktów w starciu z Atalantą, przy jednoczesnym założeniu, że Sturm poniesie porażkę w Lizbonie. Bez zwycięstwa w rewanżu w Grazu częstochowianie są skazani na czwarte miejsce w grupie, oznaczające koniec ich europejskiej przygody w tym sezonie bez względu na wynik grudniowego pojedynku z Atalantą.

Od czasu przegranego pierwszego meczu ze Sturmem, „Czerwono-Niebiescy” rozegrali dziewięć spotkań - sześć w ekstraklasie, dwa w Lidze Europy i jedno w Pucharze Polski. Odnieśli w nich trzy zwycięstwa (2:1 nad Legią Warszawa i 5:0 nad Zagłębiem Lubin oraz 2:0 w PP po dogrywce z ŁKS Łódź), czterokrotnie zremisowali (po 1:1 ze Sportingiem, Widzewem Łódź, Pogonią Szczecin i w ostatnią sobotę z Cracovią) oraz dwukrotnie przegrali (po 1:2 ze Sportingiem i Górnikiem Zabrze). W tabeli ekstraklasy zajmują czwarte miejsce z dorobkiem 28 punktów i ośmiopunktową stratą do liderującego Śląska Wrocław (przy zaległym spotkaniu z drugiej kolejki z Koroną Kielce).

Tymczasem rywal w austriackiej Bundeslidze, po piętnastu kolejkach, wciąż jest drugi – za RB Salzburg, ale z takim samym bilansem jak lider: 33 punkty (10 zwycięstw, 3 remisy i 2 porażki). W sobotę Sturm wygrał u siebie 2:0 z zajmującą ostatnie, czyli dwunaste miejsce Austrią Lustenau, po golach Tomiego Horvata (nie grał w Sosnowcu) i Alexandra Prassa.

Reklama

Trener Dawid Szwarga wierzy w swój zespół, chociaż na czwartkowego przeciwnika patrzy z należnym respektem, ale liczy na zwycięstwo swoich podopiecznych.

"Jeśli chcemy wygrać, to musimy zagrać na maksa. Musimy pokazać nasze prawdziwe DNA. To jest mecz, w którym nie można sobie pozwolić na słabsze momenty, na chwile nieuwagi, bo przeciwnik to wykorzysta. A do tego nie możemy dopuścić, jeśli chcemy jeszcze pozostać w walce o wyjście z grypy, choćby i z trzeciego miejsca. Mecz w Sosnowcu przekonał nas o tym, że Sturm to silny rywal, o wiele bardziej doświadczony, ale pozostający na pewno w naszym zasięgu. Naszym celem jest zwycięstwo, a zaraz po meczu wracamy do Częstochowy i dopiero wtedy będziemy myśleć o niedzielnym spotkaniu we Wrocławiu ze Śląskiem" - powiedział.

Szkoleniowiec Rakowa nadal ma duże kłopoty z zestawieniem defensywy po kontuzjach Zorana Arsenicia i Stratosa Svarnasa. Pierwszy z nich w meczu z Cracovią był już wśród rezerwowych, ale czy stać go na grę przez pełnych 90 minut w Grazu? Natomiast Svarnas obserwował mecz z Cracovią z trybun i jest mało prawdopodobne by powrócił do pełnego cyklu treningowego jeszcze w tym roku. Na dodatek Bogdana Racovitana z gry w Austrii wyeliminowała czerwona kartka jaką zobaczył w Lizbonie, a uraz wyłączył z gry również Kamila Pestkę.

Z zawodników grających przeciwko Sturmowi w pierwszym meczu, w Grazu, oprócz Racovitana, na pewno nie wystąpią też Giannis Papanikolaou i John Yeboah, którym przytrafiły się kontuzje. Grecki pomocnik przeszedł operację i jest wyłączony z gry na cztery miesiące, natomiast niedoszły reprezentant Ekwadoru powinien wrócić do gry już w grudniu.

W tej sytuacji linię obrony Rakowa zapewne będą tworzyć Fran Tudor, Adnan Kovacevic lub Zoran Arsenic oraz Milan Rundic. W drugiej linii można się spodziewać Jeana Carlosa, Gustava Berggrena, który nie grał w sobotę z Cracovią z powodu nadmiaru żółtych kartek oraz Władysława Koczergina i Srdjana Plavsica. W formacji ofensywnej powinni wystąpić: Marcin Cebula i Bartosz Nowak oraz Fabian Piasecki lub Ante Crnac. W bramce pewniakiem jest Vladan Kovacevic.

Do dyspozycji są także: rezerwowy Antonis Tsiftsis oraz pomocnicy Ben Lederman, Deian Sorescu i Sonny Kittel.

Czwartkowy mecz zostanie rozegrany w Grazu na stadionie Merkur-Arena, który może pomieścić pomad 15 tysięcy widzów i rozpocznie się o godz. 18.45. Spotkanie poprowadzą sędziowie ze Słowacji, a głównym arbitrem będzie Filip Glova. Dla Rakowa będzie to już dwudziesty ósmy oficjalny mecz w tym sezonie (14 w ekstraklasie, 8 w eliminacjach Ligi Mistrzów, 4 w Lidze Europy oraz po jednym w Superpucharze i Pucharze Polski).