Gokce, zwany "Salt Bae", to właściciel sieci luksusowych restauracji, dobrze znany internautom z mediów społecznościowych. Jego kulinarne popisy obserwuje 50 milionów użytkowników Instagrama.
W 22 luksusowych restauracjach rozsianych po całym świecie - od Beverly Hills przez Londyn, do Kataru - serwuje między innymi "złote steki", czyli kawałki mięsa owinięte w 24-karatową, jadalną, złotą folię. Często chwali się zdjęciami ze swymi gośćmi, wśród których nie brakuje gwiazd futbolu.
Kosztujące 500 dolarów "złote steki" uznawane są co prawda przez krytyków kulinarnych za "przyziemne" i "bez smaku", ale nie zraża to Gokce, który twierdzi, że "każdy rozgłos to dobra reklama". Interesy idą doskonale, a majątek 39-letniego restauratora wyceniany jest na 70 milionów dolarów.
W ostatnią niedzielę w niewyjaśniony sposób turecki szef kuchni znalazł się na murawie stadionu Lusajl, gdzie reprezentacja Argentyny świętowała triumf w mistrzostwach świata. Na nagraniach widać nawet, jak Gokce całuje Puchar Świata - trofeum, którego dotykać mogą w zasadzie tylko mistrzowie świata, wysocy funkcjonariusze FIFA i głowy państw. Na innych ujęciach widać, jak próbuje chwycić za ramię Messiego i gryzie medal przyznany kapitanowi "Albicelestes".
Międzynarodowa federacja usiłuje wyjaśnić, jak osoba niezwiązana z futbolem i niemająca zaproszenia mogła uczestniczyć w uroczystości przeznaczonej wyłącznie dla bohaterów mundialu. Sam Gokce twierdzi, że utrzymuje bliskie relacje z przewodniczącym FIFA Giannim Infantino. Zamieścił na Instagramie film, na którym widać, jak kilkakrotnie obejmuje szefa światowego futbolu, który przedstawia mu osobistości podczas przyjęcia w Katarze.
Człowiek, który stał się gwiazdą internetu, urodził się w ubogiej rodzinie we wschodniej Turcji. Szkołę porzucił w wieku 13 lat, rozpoczynając praktykę u rzeźnika, która w efekcie doprowadziła go do pozycji światowej sławy szefa kuchni.
Michał Ignasiewicz, dziennikarz, redaktor Dziennik.pl. Warszawiak, po dwóch szkołach Mistrzostwa Sportowego. Siatkarzem nie został, bo zabrakło mu wzrostu, w piłce nożnej nie zrobił kariery, bo byli lepsi. Ale do trzech razy sztuka, więc spełnia się w roli dziennikarza sportowego. Zaczynał gdy miał 20 lat w Super Expressie. Później był m.in. Przegląd Sportowy, Dziennik, Futbol News. Fan futbolu nie tylko tego na poziomie Ligi Mistrzów. Po pracy sam zasiada na ławce trenerskiej i prowadzi swoją piłkarską drużynę. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarską im. Melchiora Wańkowicza i Akademię im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku.