Po sobotniej wygranej z Danką Kovinic z Czarnogóry 6:3, 7:5 Świątek przyznała, że łatwiej się gra, gdy nie ma się nic do stracenia niż jako faworytka. Polka jako liderka światowego rankingu tenisistek jest najwyżej rozstawiona, a w dodatku na każdym kroku wspomina się jej trwającą już 31 spotkań serię zwycięstw.
- przyznała.
Z Kovinic Świątek mierzyła się po raz pierwszy. Tradycyjnie spotkanie zaczęła bardzo dobrze. Już w drugim, trwającym kilkanaście minut gemie przełamała rywalkę, a po chwili prowadziła 3:0.
- podkreśliła.
Ostatecznie jednak Polka nie dominowała jednak tak bardzo, jak we wcześniejszych spotkaniach, a to m.in. z powodu większej liczby niewymuszonych błędów. W pierwszej rundzie w meczu z Ukrainką Łesią Curenko popełniła ich 13, w starciu z Amerykanką Alison Riske - 15, a w sobotę - 23.
- oceniła.
Słabszy okres gry Świątek nastąpił w połowie drugiego seta. Prowadziła już 4:1, ale momentami bardzo dobrze serwująca Kovinic wygrała cztery kolejne gemy. Niepokoju Polka jednak nie poczuła.
- podkreśliła.
I rzeczywiście zrobiła. Świątek zdecydowała się założyć koszulkę z długim rękawem, podkręciła tempo i zamknęła spotkanie. W ostatnim gemie zanotowała jedynego w meczu asa serwisowego.
- wyjaśniła.
Polka jest triumfatorką French Open z 2020 roku. W obecnym sezonie wygrała już pięć turniejów - w Dausze, Indian Wells, Miami, Stuttgarcie oraz Rzymie.
Jej kolejną rywalką będzie Qinwen Zheng, z którą również nie miała do tej pory okazji grać. 19-letnia Chinka prowadziła z Alize Cornet 6:0, 3:0 i Francuzka skreczowała.
- powiedziała Świątek.
Spotkanie 1/8 finału rozegra w poniedziałek.
Z Paryża - Wojciech Kruk-Pielesiak (PAP)