Dziennik Gazeta Prawana logo

Dorota Świeniewicz: Nie jestem zawiedziona

15 stycznia 2008, 01:51
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
siatkowka kobiet rzeszow grand prix mecz polska - usa nz swieniewiczfoto marek zielinski 3082007
siatkowka kobiet rzeszow grand prix mecz polska - usa nz swieniewiczfoto marek zielinski 3082007/Inne
Dla kibiców to szok. Dorota Świeniewicz zrezygnowała z gry w reprezentacji, bo trener Marco Bonitta nie powołał jej na turniej eliminacyjny do igrzysk w Pekinie. "Wiem, że mało kto mi uwierzy, ale nie czuję się zawiedziona" - mówi DZIENNIKOWI siatkarka.


Nie podjęłam tej decyzji pod wpływem emocji. Miałam to wszystko dokładnie przemyślane. Nawet gdybym pojechała do Halle, bez względu na wynik, jaki osiągnęłaby tam nasza drużyna, ten turniej miał być momentem zakończenia mojej kariery reprezentacyjnej.


To już nie miało dla mnie żadnego znaczenia.


Nie.


Jeszcze do niedawna mówił we wszystkich wywiadach, że mu potrzebna zawodniczka taka jak ja, czyli osoba z mentalnością zwycięzcy. Do końca nic nie wskazywało na to, że będzie inaczej. Ale Bonitta to człowiek, który wiele razy robił podobne rzeczy. Kiedy był selekcjonerem Włoch, dzień przed wyjazdem na igrzyska w Atenach poinformował Simonę Gioli, że ona na te igrzyska nie jedzie. Kilka razy powoływał i w ostatniej chwili rezygnował z Maurizii Cacciatori. To jest właśnie taki człowiek.


Może i tak. Ale to już za mną. Nie czuję się zawiedziona, chociaż wiem, że niewiele osób mi uwierzy. Przeciwnie, jestem osobą bardzo szczęśliwą. Przez 20 lat reprezentowałam Polskę we wszystkich kategoriach wiekowych. Starałam się dostarczyć wielu emocji i nigdy nikogo nie zawieść. A dziś pewien etap w mojej karierze się kończy. Wreszcie będę spokojniejsza, skończą się ciągłe podróże, stres, presja, rozłąką z najbliższymi i brak czasu. Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło.


Wolałabym nie porównywać tych dwóch zespołów. Nie chcę, żeby ludzie pomyśleli, że chcę się odegrać. Bonitta jest dobrym trenerem. Po prostu ma swoją koncepcję na pracę z tym zespołem. Może przyszedł czas, żeby młodsze zawodniczki zastąpiły te starsze.


Przecież mam jeszcze karierę klubową. Będę grać, jak długo siatkówka będzie sprawiała mi przyjemność, ktoś będzie chciał ze mną współpracować, a kibice oglądać. Tylko już nie w koszulce biało-czerwonej.


I nie zrezygnuję. Pojadę tam jako kibic i turystka - spokojnie i na luzie. Nie muszę już o to walczyć, nie będę miała więcej nieprzespanych nocy po przegranych meczach, nie będę musiała godzinami analizować tych porażek. To wielka ulga. Razem z Markiem Brandtem, moim partnerem życiowym, już zabieramy się do załatwiania akredytacji do Pekinu.


To dwie zupełnie inne sprawy i nie ma żadnego powodu, żeby je łączyć.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj