Po czternastu rundach liderem cyklu jest obrońca tytułu Brytyjczyk Lewis Hamilton z Mercedesa, który zgromadził 284 pkt. Drugi jest jego partner z zespołu Fin Valtteri Bottas - 221 pkt, a trzeci Holender Max Verstappen z Red Bulla - 185 pkt. Na czwartą pozycję awansował doskonale spisujący się ostatnio Monakijczyk Charles Leclerc (wygrał dwa poprzednie wyścigi GP w Belgii i we Włoszech) z Ferrari - 182 pkt.

W poprzednim sezonie na torze Marina Bay triumfował Hamilton i umocnił się wtedy na pozycji lidera klasyfikacji generalnej. Drugie miejsce zajął Verstappen, a trzecie Niemiec Sebastian Vettel z Ferrari.

Na torze w Singapurze w jedenastu dotychczas rozegranych wyścigach Grand Prix zwyciężyło tylko czterech kierowców - po cztery razy Vettel (2011, 2012, 2013 i 2015) i Hamilton (2009, 2014, 2017, 2018), dwa razy Hiszpan Fernando Alonso (2008, 2010) i raz Niemiec Nico Rosberg (2016) w barwach Mercedesa.

Jedno okrążenie toru w Singapurze ma 5 067 m długości, kierowcy przejeżdżają je 61 razy. W sumie mają do pokonania trasę 308,8 km, na każdym okrążeniu są 23 zakręty. Wyścig w Singapurze - co podkreślają kierowcy - jest jednym z najtrudniejszych w kalendarzu, mniej doświadczonym zawodnikom spore problemy sprawia uliczny tor i nocna pora, gdy jest rozgrywany.

W tym roku organizatorzy obawiają się, że mogą mieć problemy z zapełnieniem trybun. W Singapurze od kilku tygodni jakość powietrza jest bardzo zła, sprawiły to pożary lasów w Indonezji. Narodowa Agencja Środowiska wydała nawet komunikat ostrzegający o zagrożeniu, ale władze miasta twierdzą, że go nie ma ma. Aby uspokoić kibiców, w trakcie weekendu wyścigowego będą na bieżąco przekazywane informacje o stanie powietrza, a przy torze zostaną urządzone punkty pomocy medycznej.

W Singapurze w zespole Williams pojedzie Robert Kubica. Po raz ostatni Polak ścigał się na azjatyckim torze w roku 2010, gdy zajął siódme miejsce w barwach Renault. "Marina Bay to typowy tor uliczny, jest bardzo trudny. Do tego dochodzi wysoka temperatura i wilgoć zawieszona w powietrzu. Ale to wszystko rekompensuje świetna atmosfera i fakt, że jeździmy po zmroku" - uważa Kubica.

Williams, który z jednym punktem wywalczonym przed Kubicę w Grand Prix Niemiec, plasuje się obecnie na końcu stawki konstruktorów, liczy w Singapurze na niezły start.

"Singapur jest kręty, przez to zawodnicy osiągają tam niższe prędkości. To może być nasz atut, gdyż na innych torach, przy dłuższych prostych rywale są od nas szybsi" - uważa Dave Robson, starszy inżynier wyścigowy Williamsa.

Nadzieje na dobry wynik, obok inżyniera Williamsa, ma także kilku kierowców, którzy - co nie jest tajemnicą - dysponują zdecydowanie lepszym sprzętem niż ekipa z Grove. O podium mówi Hamilton, który dobrze zna tor, lubi na nim jeździć i wygrał tam wyścig ostatnio dwa razy z rzędu.

"Wyścig na Marina Bay jest trudny, ale przez to bardziej ekscytujący. Wymaga doskonałego przygotowania fizycznego, upał i bardzo wysoka wilgotność męczą. Ale przyjemność z jazdy po zmroku, przy zapalonych światłach jest duża" - powiedział Hamilton. Poproszony o wytypowanie kierowców, którzy znajdą się podium, odpowiedział, że... okaże się to w niedzielę na mecie.

Nadzieję na podium mają także w teamie Ferrari, szczególnie po tym, gdy dwa ostatnie wyścigi wygrał Leclerc, a Vettel potwierdził, że tor w Singapurze jest jednym z jego ulubionych. "Trudno tam wyprzedzać, dlatego ważne będą wyniki kwalifikacji" - uważa czterokrotny mistrz świata, który tegorocznego sezonu na razie nie może zaliczyć do najbardziej udanych. Po 14 wyścigach jest w klasyfikacji generalnej na piątej pozycji, przed nim plasuje się Leclerc, coraz częściej pasowany przed światowe media na lidera włoskiej ekipy.

"Czarnym koniem" niedzielnego wyścigu może być Verstappen. Rok temu był drugi ze stratą prawie 9 s do Hamiltona, ale w tym sezonie bolid Red Bulla jest znacznie szybszy, a Holender potrafi szybko jeździć.

Niedzielny wyścig w Singapurze rozpocznie się o godz. 14.10 czasu polskiego. Sobotnie kwalifikacje zaplanowano na godz. 15.